|
Po jednym z wspomnianych
wieczorów, zwanych "Como Hymn Sings", Foy i ja wracaliśmy do naszego samochodu.
Po drodze minęliśmy stojący na parkingu autobus z całą drużyną zawodników
amerykańskiego futbolu z miejscowej szkoły średniej.
"Nie rób tego, Foy"
- ostrzegłem, gdy wyciągał z kieszeni petardę.
"Ale ja muszę!"- odpowiedział
mi.
"Nie!" - protestowałem
dalej, lecz on tymczasem odpalił petardę i rzucił ją pod autobus. Zaraz
potem Foy i ja uciekaliśmy, a za nami po polu golfowym pędziło pięćdziesięciu
futbolistów, którzy chcieli nas zabić. Na szczęście było już ciemno, więc
zdołaliśmy uciec.
Gdy byliśmy na studiach,
Foy razem z kilkoma swoimi kumplami postanowił pojechać na lotnisko. Nudziło
im się i zastanawiali się, jak by się tu rozerwać. Foy usiadł więc na
wózku inwalidzkim i udawał osobę chorą umysłowo, a jego kumple popychali
jego wózek na ścianę i śmiali się, ku oburzeniu przechodzących. Zabawa
trwała do czasu, gdy wylądował samolot pełen żołnierzy piechoty morskiej.
Gdy zobaczyli, jak ludzie popychają biednego, chorego umysłowo człowieka
na ścianę i śmieją się z niego, przybiegli i zaczęli spuszczać lanie kumplom
Foya. On sam wpadł w panikę, wstał z wózka i zaczął uciekać po holu lotniska,
a zaraz za nim pędziło z pół tuzina żołnierzy Marines.
Nasi rodzice kazali
nam chodzić do kościoła w każdy niedzielny wieczór. Tak więc Foy, ja i
inni nasi kumple ubieraliśmy stare, znoszone ciuchy i siadaliśmy z tyłu.
W niedzielny wieczór można było wybrać swoją ulubioną pieśń. Tak więc
zaglądaliśmy na koniec śpiewnika i wybieraliśmy najbardziej nieznaną pieśń,
typu: "Bula-land, o słodkie Bula-land". Twierdziliśmy, że to nasza ulubiona
pieśń i wszyscy muszą ją zaśpiewać. Nikt nie wiedział, co to jest Bula-land
ani gdzie się znajduje, i do dziś dnia tego nie wiem.
|
|
Jeszcze przed upadkiem
komunizmu zaproszono nas, abyśmy wystąpili w klubie młodzieży komunistycznej
na Węgrzech. Przyjechaliśmy tam i chcieliśmy rozstawić nasz sprzęt, ale
kierownik klubu powiedział: "Nie ma mowy, nie będziecie tu grać. W żadnym
wypadku nie pozwolę wam zagrać w tym klubie. Wracajcie do domu i zapomnijcie
o tym".
Zaparkowaliśmy więc nasze dwie furgonetki przed wejściem do klubu i siedzieliśmy
w nich, bo miałem dziwne przeczucie, że nie powinniśmy odjechać. Nie mieliśmy
nic do roboty, więc tylko siedzieliśmy.
Nawet się nie modliliśmy, a niektórzy członkowie zespołu opowiadali sobie
głupie kawały. Modliły się chyba któreś z dziewczyn. Po dwóch godzinach
podszedł do nas kierownik klubu i powiedział: "No dobra, możecie zagrać".
Ciekawi mnie, dlaczego zmienił zdanie. Dlatego, że opowiadaliśmy sobie
głupie kawały, czy też dlatego, że dziewczyny się modliły? Odpowiedzcie
sobie sami.
-----
Podczas występu w Bruchsal Prison w Niemczech przedstawialiśmy scenę
ukrzyżowania, w której wykorzystaliśmy kapsułki z płynem przypominającym
krew, umieszczone w koronie cierniowej. Gdy nałożono mi koronę na głowę,
"krew" wylała się na scenę i zrobiło się ślisko. Hayden się na tym pośliznął,
upadł na gitarę i rozciął sobie twarz, z której pociekła prawdziwa krew.
O niego potknął się Ken, też upadł, rozciął sobie nogę i wtedy mieliśmy
już wszędzie prawdziwą krew.
----
Przygotowałem wyjazd do Wietnamu. Ustaliłem program rozmaitych spotkań.
Miałem także przywieźć parę egzemplarzy Pisma Świętego dla Kościoła, który
działał tam w podziemiu. W ostatniej chwili mój przyjaciel Anthony zdecydował
się, że pojedzie ze mną. Gdy ludzie zobaczyli nas razem, mnie zignorowali
i rozmawiali tylko z Anthonym. Stwierdzili, że on wygląda jak chrześcijanin
a ja nie, więc nie chcieli ze mną rozmawiać. Gdy w końcu przekonali się,
że ja też jestem chrześcijaninem, powiedzieli, że byliby z nas świetni
przemytnicy Biblii, bo wcale nie wyglądamy na chrześcijan.
----
Jeden z naszych koncertów w Niemczech rozpoczął się od tego, jak na scenie
pojawili się nasz perkusista Ken, zamknięty w klatce, i Ton, przebrany
za wampira. Gdy przedzierali się przez tłum, w świetle lampy stroboskopowej
wyglądali jeszcze bardziej niesamowicie. Ken był cały posypany mąką i
wyglądał na kompletnego wariata. Dotarł do perkusji i zaczął bębnić, i
wszystko było OK. w pewnym momencie podczas koncertu Ken wybiegł zza swojej
perkusji i gdy już wracał na miejsce, nagle zniknął poza krawędzią sceny.
Zobaczyliśmy tylko jego nogi zadarte wysoko w powietrzu. Wtem wzmacniacz,
który stał tuż przy krawędzi sceny, również zniknął i wylądował na dole,
na twarzy Kena. Po tym wszystkim Ken wskoczył na scenę, wrócił do swojej
perkusji i grał dalej, jak gdyby nic się nie stało.
----
Nasz poprzedni perkusista Neil Leatherbarrow przemawiał po koncercie,
na którym wystąpiliśmy obok grupy death-metalowej. Mówił o tym, że choć
w dzieciństwie był wykorzystywany przez ojca, był w stanie mu wybaczyć
z uwagi na to, czego Bóg dokonał w jego życiu. Tłumacz jednak nie zrozumiał,
o co mu chodzi i następująco przetłumaczył jego słowa: "Zabiłem moją matkę,
ale jej wybaczyłem".
----
Organizator naszej trasy koncertowej w Niemczech zapytał mnie, czego
będziemy potrzebować podczas naszych występów. Powiedziałem mu, że potrzebujemy
między innymi około pięćdziesięciu pluszowych zwierzaków, których mielimy
użyć podczas wykonywania utworu o prawach zwierząt, "Animal Rights". Śpiewając
tę piosenkę rzucaliśmy w publiczność wypchanymi zwierzakami, co zwykle
przeradzało się w wielką bitwę pomiędzy nimi a naszym zespołem. Organizator
nie usłyszał jednak słowa "wypchane", gdy mówiłem mu o zwierzakach.
"Skąd mam je wziąć?" - zapytał mnie.
"Przecież każdy ma je w domu" - odpowiedziałem.
"Co masz na myśli?" - zapytał mnie, z troską w głosie.
"No, wiesz, zwierzaki takie jak psy, koty i różne inne".
Wtedy z jeszcze większą troską w głosie zapytał:
"A co będziesz z nimi robił?"
"Będę rzucać nimi w publiczność" - odpowiedziałem.
|