kliknij aby wrócic

JESZCZE COŚ O BRYANIE

Pewien pastor przyjechał do Amsterdamu, aby zobaczyć, jak działa nasz ośrodek ewangelizacyjny. Było to w czasie, gdy Bryan wyglądał jak Festus: ogolona głowa, długa wojskowa peleryna, dużo niebieskiej kredki wokół oczu i wojskowe buty. Gdy pastor przyjechał i zobaczył Bryana, zacząłem się martwić, że poprzez jego wygląd stracimy całe wsparcie z tego kościoła. Ale w rzeczywistości pastorowi jeszcze bardziej spodobał się nasz ośrodek, bo pomyślał, że Bryan jest śmiertelnie chory i zrobiło mu się go żal. Wrócił do domu przekonany, że prowadzimy świetny ośrodek dla biednych i potrzebujących.

INNE OPOWIADANIA O FOYU

Po jednym z wspomnianych wieczorów, zwanych "Como Hymn Sings", Foy i ja wracaliśmy do naszego samochodu. Po drodze minęliśmy stojący na parkingu autobus z całą drużyną zawodników amerykańskiego futbolu z miejscowej szkoły średniej.

"Nie rób tego, Foy" - ostrzegłem, gdy wyciągał z kieszeni petardę.

"Ale ja muszę!"- odpowiedział mi.

"Nie!" - protestowałem dalej, lecz on tymczasem odpalił petardę i rzucił ją pod autobus. Zaraz potem Foy i ja uciekaliśmy, a za nami po polu golfowym pędziło pięćdziesięciu futbolistów, którzy chcieli nas zabić. Na szczęście było już ciemno, więc zdołaliśmy uciec.

Gdy byliśmy na studiach, Foy razem z kilkoma swoimi kumplami postanowił pojechać na lotnisko. Nudziło im się i zastanawiali się, jak by się tu rozerwać. Foy usiadł więc na wózku inwalidzkim i udawał osobę chorą umysłowo, a jego kumple popychali jego wózek na ścianę i śmiali się, ku oburzeniu przechodzących. Zabawa trwała do czasu, gdy wylądował samolot pełen żołnierzy piechoty morskiej. Gdy zobaczyli, jak ludzie popychają biednego, chorego umysłowo człowieka na ścianę i śmieją się z niego, przybiegli i zaczęli spuszczać lanie kumplom Foya. On sam wpadł w panikę, wstał z wózka i zaczął uciekać po holu lotniska, a zaraz za nim pędziło z pół tuzina żołnierzy Marines.

Nasi rodzice kazali nam chodzić do kościoła w każdy niedzielny wieczór. Tak więc Foy, ja i inni nasi kumple ubieraliśmy stare, znoszone ciuchy i siadaliśmy z tyłu. W niedzielny wieczór można było wybrać swoją ulubioną pieśń. Tak więc zaglądaliśmy na koniec śpiewnika i wybieraliśmy najbardziej nieznaną pieśń, typu: "Bula-land, o słodkie Bula-land". Twierdziliśmy, że to nasza ulubiona pieśń i wszyscy muszą ją zaśpiewać. Nikt nie wiedział, co to jest Bula-land ani gdzie się znajduje, i do dziś dnia tego nie wiem.

ANEGDOTY Z TRAS KONCERTOWYCH

Jeszcze przed upadkiem komunizmu zaproszono nas, abyśmy wystąpili w klubie młodzieży komunistycznej na Węgrzech. Przyjechaliśmy tam i chcieliśmy rozstawić nasz sprzęt, ale kierownik klubu powiedział: "Nie ma mowy, nie będziecie tu grać. W żadnym wypadku nie pozwolę wam zagrać w tym klubie. Wracajcie do domu i zapomnijcie o tym".

Zaparkowaliśmy więc nasze dwie furgonetki przed wejściem do klubu i siedzieliśmy w nich, bo miałem dziwne przeczucie, że nie powinniśmy odjechać. Nie mieliśmy nic do roboty, więc tylko siedzieliśmy.

Nawet się nie modliliśmy, a niektórzy członkowie zespołu opowiadali sobie głupie kawały. Modliły się chyba któreś z dziewczyn. Po dwóch godzinach podszedł do nas kierownik klubu i powiedział: "No dobra, możecie zagrać".

Ciekawi mnie, dlaczego zmienił zdanie. Dlatego, że opowiadaliśmy sobie głupie kawały, czy też dlatego, że dziewczyny się modliły? Odpowiedzcie sobie sami.

-----

Podczas występu w Bruchsal Prison w Niemczech przedstawialiśmy scenę ukrzyżowania, w której wykorzystaliśmy kapsułki z płynem przypominającym krew, umieszczone w koronie cierniowej. Gdy nałożono mi koronę na głowę, "krew" wylała się na scenę i zrobiło się ślisko. Hayden się na tym pośliznął, upadł na gitarę i rozciął sobie twarz, z której pociekła prawdziwa krew. O niego potknął się Ken, też upadł, rozciął sobie nogę i wtedy mieliśmy już wszędzie prawdziwą krew.

----

Przygotowałem wyjazd do Wietnamu. Ustaliłem program rozmaitych spotkań. Miałem także przywieźć parę egzemplarzy Pisma Świętego dla Kościoła, który działał tam w podziemiu. W ostatniej chwili mój przyjaciel Anthony zdecydował się, że pojedzie ze mną. Gdy ludzie zobaczyli nas razem, mnie zignorowali i rozmawiali tylko z Anthonym. Stwierdzili, że on wygląda jak chrześcijanin a ja nie, więc nie chcieli ze mną rozmawiać. Gdy w końcu przekonali się, że ja też jestem chrześcijaninem, powiedzieli, że byliby z nas świetni przemytnicy Biblii, bo wcale nie wyglądamy na chrześcijan.

----

Jeden z naszych koncertów w Niemczech rozpoczął się od tego, jak na scenie pojawili się nasz perkusista Ken, zamknięty w klatce, i Ton, przebrany za wampira. Gdy przedzierali się przez tłum, w świetle lampy stroboskopowej wyglądali jeszcze bardziej niesamowicie. Ken był cały posypany mąką i wyglądał na kompletnego wariata. Dotarł do perkusji i zaczął bębnić, i wszystko było OK. w pewnym momencie podczas koncertu Ken wybiegł zza swojej perkusji i gdy już wracał na miejsce, nagle zniknął poza krawędzią sceny. Zobaczyliśmy tylko jego nogi zadarte wysoko w powietrzu. Wtem wzmacniacz, który stał tuż przy krawędzi sceny, również zniknął i wylądował na dole, na twarzy Kena. Po tym wszystkim Ken wskoczył na scenę, wrócił do swojej perkusji i grał dalej, jak gdyby nic się nie stało.

----

Nasz poprzedni perkusista Neil Leatherbarrow przemawiał po koncercie, na którym wystąpiliśmy obok grupy death-metalowej. Mówił o tym, że choć w dzieciństwie był wykorzystywany przez ojca, był w stanie mu wybaczyć z uwagi na to, czego Bóg dokonał w jego życiu. Tłumacz jednak nie zrozumiał, o co mu chodzi i następująco przetłumaczył jego słowa: "Zabiłem moją matkę, ale jej wybaczyłem".

----

Organizator naszej trasy koncertowej w Niemczech zapytał mnie, czego będziemy potrzebować podczas naszych występów. Powiedziałem mu, że potrzebujemy między innymi około pięćdziesięciu pluszowych zwierzaków, których mielimy użyć podczas wykonywania utworu o prawach zwierząt, "Animal Rights". Śpiewając tę piosenkę rzucaliśmy w publiczność wypchanymi zwierzakami, co zwykle przeradzało się w wielką bitwę pomiędzy nimi a naszym zespołem. Organizator nie usłyszał jednak słowa "wypchane", gdy mówiłem mu o zwierzakach.

"Skąd mam je wziąć?" - zapytał mnie.

"Przecież każdy ma je w domu" - odpowiedziałem.

"Co masz na myśli?" - zapytał mnie, z troską w głosie.

"No, wiesz, zwierzaki takie jak psy, koty i różne inne".

Wtedy z jeszcze większą troską w głosie zapytał:

"A co będziesz z nimi robił?"

"Będę rzucać nimi w publiczność" - odpowiedziałem.

 

kliknij aby wrócic