kliknij aby wrócic

W ten typowy dla Amsterdamu deszczowy i ponury dzień było mi całkiem dobrze w mojej trumnie. Chroniła mnie przed deszczem i było mi w niej ciepło. Martwiłem się jedynie o to, aby niosący mnie faceci nie pośliznęli się na mokrym i nierównym bruku i nie wrzucili mnie do kanału.

Zaplanowaliśmy, że postawią trumnę ze mną przed pomnikiem, przy którym przesiadywali turyści i handlarze narkotyków. Pomnik ten znajdował się niedaleko Placu Dam w samym centrum Amsterdamu. Gdy wreszcie dotarliśmy na miejsce, faceci postawili trumnę na ziemi. Na trumnie znajdował się nieduży głośnik, a w środku miałem ze sobą mikrofon. "Ale będzie fajnie!" - myślałem sobie.

"Mieszkańcy Amsterdamu!" - krzyknąłem do mikrofonu. Siedzący dookoła pomnika ludzie, z których większość paliła trawkę, popatrzyli się tępo na trumnę ze stojącym na niej głośnikiem. Usłyszeli tylko "Pfefner uf Afnerdam", bo nieduży głośnik zniekształcał słowa, które krzyczałem wewnątrz trumny. Wreszcie, po pół godzinie tych wrzasków, zaczął mi sztywnieć kark. Zwyczajnie otworzyłem wieko, wydostałem się na zewnątrz, zabrałem trumnę i poszedłem do domu.

Jodi, obecnie moją żonę, poznałem gdy szliśmy razem z dzielnicy czerwonych świateł do Vondelpark w Amsterdamie, gdzie mieliśmy prowadzić akcję ewangelizacyjną. Ponieważ Jodi spodobała mi się od pierwszego wejrzenia, cieszyłem się, że będzie miała okazję zobaczyć mnie w akcji w Vondelpark, gdzie miałem nauczać. Pomyślałem, że gdy zobaczy, jak świetny ze mnie mówca, to pewnie się jej spodobam.

Udaliśmy się do tej części parku, gdzie przesiadywali anarchiści i zwolennicy New Age. Ustawiliśmy się w niewielkim półkolu, twarzą do wszystkich. Zupełnie nie wiem czemu wydawało mi się wtedy, że gdy się przemawia do ludzi na ulicy należy wrzeszczeć ile sił w płucach. Gdy tak krzyczałem do biednej grupki zebranych tam anarchistów i zwolenników New Age, że potrzebują Boga, Jodi pomyślała, że jestem niespełna rozumu. Wszyscy stojący w pobliżu mnie, musieli uważać, żebym ich nie opluł. Gdy teraz przypominam sobie to wydarzenie, myślę, że gdybym sam usłyszał kogoś nauczającego w podobny sposób, nie chciałbym zostać chrześcijaninem. Prawdziwym cudem było to, że po tamtym fiasku Jodi nadal chciała ze mną rozmawiać.

Jednym z powodów dlaczego wielu ludzi nie chce słyszeć o Jezusie jest to, że chrześcijanie robią głupie rzeczy. Naprawdę dziwiło mnie, zwłaszcza na początku mojej działalności w Amsterdamie, że Bóg dotyka ludzi mimo wszystkich tych głupich rzeczy, które robię.

Pewnego razu przyszedł do mnie do domu pewien chłopak. Gdy otworzyłem drzwi, aby z nim porozmawiać, powiedział do mnie: "Dwa lata temu widziałem cię, jak krzyczałeś na Placu Dam. Tydzień temu zostałem chrześcijaninem. Właśnie zostałem członkiem Kościoła i pomyślałem sobie, że powinienem ci o tym powiedzieć".

Tak więc nawet gdy robimy rzeczy, o które Bóg nas nie prosi, On i tak potrafi cudownym sposobem obrócić to na dobre. Zła wiadomość brzmi, że gdy nawet będziemy postępować tak, jak Bóg tego pragnie, to i tak będziemy wychodzić na głupich, bo krzyż w oczach świata jest głupotą.

Innym razem zrobiłem coś jeszcze gorszego. Brałem udział w pewnym przedstawieniu w San Francisco. Musiałem wystąpić w skąpych slipkach i z czerwonymi serduszkami namalowanymi na policzkach. Wyobrażacie sobie chodzenie po San Francisco z czerwonymi serduszkami na policzkach? Czasami Bóg chce, żebyśmy robili także głupie rzeczy.

Dajemy posłuch bardzo wielu kłamstwom i boimy się opowiadać ludziom o Jezusie. W Ewangelii Św. Mateusza 10:26 jest mowa o tym, żeby się nie bać, co pomyślą ludzie: "Nie ma bowiem nic zakrytego, co by nie miało być wyjawione, ani nic tajemnego, o czym by się nie miano dowiedzieć. Co mówię wam w ciemności, powtarzajcie na świetle, a co słyszycie na ucho, rozgłaszajcie na dachach!"

Gdy nasz zespół koncertował we Francji, wzięliśmy udział w konferencji prasowej.

Postawiono przed nami ze sześć mikrofonów i pełno kamer, a reporterzy wzięli nas w krzyżowy ogień pytań. Jeden z nich powiedział: "A więc to, co robicie, to tylko pewien rodzaj propagandy, prawda?" Wyglądało to tak, jakbym musiał przepraszać za to, że podczas koncertów mówimy o Jezusie.

W opinii świata mówienie o tym, że Jezus to odpowiedź na wszystko, czyni ze mnie osobę ograniczoną, faszystę lub kogoś w tym stylu.

Dlaczego wszystkim oprócz chrześcijan wolno mówić w co wierzą? To właśnie odpowiedziałem temu reporterowi. "Dlaczego wszystkie inne zespoły mogą mówić o swojej filozofii, o tym, że kochają drzewa czy cokolwiek innego, a ja nie mogę mówić o Jezusie?"

Często nie mówimy ludziom o Jezusie dlatego, że myślimy sobie: "Jeśli będę o tym mówić, to mnie wyśmieją". Masz rację, wyśmieją cię! Jeśli będziesz mówić ludziom o Jezusie, ludzie czasem cię wyśmieją. Ze mnie już wielu się śmiało przez wszystkie te lata.

Zdarzały nam się już koncerty, podczas których nikt nie klaskał przez cały czas. Nikt też nie wychodził. Kończyliśmy utwór, a ludzie tylko się na nas gapili. Więc zaczynaliśmy kolejny utwór. Jeśli odważysz się wystąpić dla Jezusa, ludzie będą się z ciebie śmiać i drwić. Musisz się na to nastawić i być gotów zapłacić tę cenę.

Pewnego razu zaproszono nas na występ do klubu alternatywnego w Auckland w Nowej Zelandii, bo jego właściciele pomyśleli sobie, że zaproszenie tam chrześcijan będzie niezłym dowcipem. Pojechaliśmy tam nastawieni na to, że ludzie będą z nas drwić. Jeżeli śmiali się i kpili z Jezusa, to z nas też będą kpić. Jednakże podczas tego koncertu Boża moc zstąpiła na ludzi tak silnie, że ci, którzy przyszli z nas kpić, nie byli w stanie utrzymać w dłoni swoich drinków, tak mocno drżeli pod wpływem mocy Ducha Świętego.

Często wahamy się, gdy Bóg chce, abyśmy z kimś o nim porozmawiali, i nie robimy tego. Kiedyś jechaliśmy pociągiem do Francji i do naszego przedziału weszła pewna kobieta. Poczułem, że powinienem porozmawiać z nią o Bogu. Potem pomyślałem sobie: "Nie, to nie byłoby w porządku". Teraz myślę, że zrobiłem źle. Stłumiłem coś, czego Bóg chciał dokonać.

Być może takie zachowanie jest naszą reakcją na widok złych i powierzchownych rzeczy, które ludzie czasem robią. Nie chcemy, aby myśleli, że jesteśmy machinami głoszącymi nauki Jezusa albo że nie jesteśmy normalnymi ludźmi. Spotykaliśmy już dziwnych ludzi, którzy odpowiadają: "Chwalmy Pana, chwalmy Pana, chwalmy Pana, alleluja, alleluja" na nasze powitanie w stylu: "Ładna dziś pogoda, prawda?" Patrzymy więc tylko na nich, myśląc: "Co się z tobą dzieje, człowieku?".

Musimy odpowiadać na pytania ludzi. Nie powinniśmy być tylko machinami do głoszenia nauk Jezusa, lecz ludźmi z krwi i kości. Pewnego razu rozmawiałem z kimś o Bogu w pewnej restauracji w Stanach Zjednoczonych. Zadawał mi całkiem szczere pytania, a ja słuchałem i próbowałem na nie odpowiedzieć. Wówczas podeszła do nas kobieta w średnim wieku, która najwidoczniej podsłuchiwała naszą rozmowę, i powiedziała: "Przepraszam panów, Bóg tak powiedział, ja w to wierzę i koniec!" Potem odeszła, a my popatrzyliśmy na siebie, myśląc: "Co to miało być?"

Jezus nie chce, żebyśmy byli tacy. Chce, żebyśmy naprawdę słuchali ludzi, rozmawiali z nimi i odpowiadali na ich pytania. Pewien mój przyjaciel bardzo interesował się chrześcijaństwem. W restauracji zwykł mówić do kelnerki: "Wie pani, ten facet wierzy w Jezusa! Opowiedz pani o Jezusie!" Ja myślałem sobie wtedy: "Wcale nie mam ochoty opowiadać tej kobiecie o Jezusie. Chcę spokojnie wypić kawę". Ale on nalegał, więc w rezultacie zawsze rozmawiałem z kelnerką o Jezusie.

Podczas studiów zwykł zapraszać mnie do stolika, przy którym siedzieli nieznajomi mi ludzie, i mówić: "Wiecie, ten facet wierzyw Jezusa". Potem z kpiną w głosie mówił: "Opowiedz im o Jezusie". A ja siedziałem tam i bąkałem: "No, bo... wiecie... bo..." I mimo to byliśmy świadkami wielu cudów. Zanim sam został chrześcijaninem, przyprowadził więcej ludzi do Jezusa niż większość chrześcijan przez całe życie.

Kolejnym kłamstwem w które wierzymy jest to, że musimy wszystko wiedzieć. Jeżeli nie wiemy o czymś wszystkiego, nie możemy z nikim o tym rozmawiać. To wielki mit. Nigdy nie będziemy wiedzieć wszystkiego. (Jedyny znany mi facet, który wszystko wie, studiował razem ze mną, a teraz jest prawnikiem.) Jeśli czekamy, aż będziemy wszystko wiedzieć i będziemy umieli odpowiedzieć na każde pytanie dotyczące Boga, to nigdy nie będziemy w stanie powiedzieć czegokolwiek.

Dlaczego tak jest? Bo tylko jedna rzecz odróżnia nas od ludzi nie będących chrześcijanami - jesteśmy grzesznikami, którzy uświadomili sobie, że potrzebują Bożego przebaczenia. Każdy chrześcijanin, nawet ten który jest nim dopiero od niedawna, może opowiedzieć, jak Bóg wybaczył mu grzechy.

Następne kłamstwo w które wierzymy to przekonanie, że Bóg właśnie poprzez nas odmienia życie innych ludzi. Moje słowa nigdy nie odmienią czyjegoś życia. Odmieni je Duch Boży, który z jakichś sobie znanych powodów pozwala mi brać w tym udział. Bóg pragnie, abyśmy dostrzegali Jego moc.

Nie opowiadając ludziom o Jezusie rezygnujemy z tej szczególnej mocy, którą On pragnie nam okazać. Usychamy. Mówimy Bogu: "No cóż, wiesz przecież, że jestem takim ukrytym świadkiem. Mam głęboki wewnętrzny związek z Tobą. Chcę, żeby ludzie poznali po moim życiu, że to jest realne". Moje życie powinno odzwierciedlać ten związek. Jeżeli tak nie jest, to nie mam prawa o tym mówić. Nasz związek powinien być prawdziwy, ale powinniśmy także głosić Słowo Boże.

W Liście do Rzymian 10:13 jest napisane: "Albowiem każdy, kto wezwie imienia Pańskiego będzie zbawiony. Jakże więc mieli wzywać tego, w którego nie uwierzyli? Jakże więc mieli uwierzyć w Tego, którego nie słyszeli? Jakże mieli usłyszeć, gdy nikt im nie głosił? Jakże mogliby im głosić, jeśliby nie zostali posłani?"

Bóg pragnie nas posłać. Jezus pyta nas: "Kto pójdzie w naszej sprawie? Kogo mam posłać?" Pragnie posłać każdego, kto podjął decyzję pójścia za Nim. W Piśmie Świętym są słowa: "Jak piękne stopy tych, którzy zwiastują dobrą nowinę!" Dziś nastał czas, kiedy bardziej niż kiedykolwiek przedtem powinniśmy odważyć się występować w imieniu Jezusa. Mimo to nasze czyny są bardzo nieśmiałe i niepewne.

Czytałem o pewnym chińskim działaczu studenckim. Miał około dwudziestu lat. Jego rodzice pełnili wysokie funkcje w Partii Komunistycznej. W latach 80-tych student ten stał na czele tysięcy innych i domagał się większej demokracji dla Chin. Rodzice błagali go: "Nie rób tego, bo pójdziesz do więzienia". Lecz on odpowiedział: "Nie mogę siedzieć cicho. Nie chcę siedzieć cicho. Nie obchodzi mnie, jaka cenę poniosę. I tak będę działać".

A my? Czy jesteśmy gotowi działać? Czy chcemy stać się narzędziami w ręku Boga, za pomocą których On będzie zmieniać świat?

kliknij aby wrócic