kliknij aby wrócic

Czy pamiętasz zdjęcie tego faceta, stojącego na wprost czołgów na Placu Tiannamen w roku 1987? Zdjęcie to mnie zadziwiło. Przecież wojsko nie stało tam bezczynnie. Żołnierze strzelali do ludzi, a ten facet, zupełnie sam, powstrzymał nadjeżdżającą kolumnę czołgów. Myślę o jego odwadze. Był szalony lub bardzo odważny, albo jedno i drugie. Bardzo zaimponowało mi jego zaangażowanie w to, w co wierzył. Tacy ludzie zawsze stanowią dla mnie wyzwanie.

Pierwsza Księga Królewska 18,21

Wówczas Eliasz zbliżył się do całego ludu i rzekł: "Dopókiż będziecie chwiać się na obie strony? Jeżeli Jahwe jest [prawdziwym] Bogiem, to Jemu służcie, a jeżeli Baal, to służcie jemu".

W Biblii też był ktoś, kto zachował się tak jak ten student, do którego zbliżały się czołgi. On również był obywatelem kraju, który był przeciwko niemu i przeciwko jego poglądom. Musiał się ukrywać, bo inaczej ludzie u władzy zabiliby go. A on występował w imieniu Boga. Ludzie sprawujący władzę byli tak wrogo nastawieni wobec Boga, że każdego kto występował w jego imieniu skazywali na śmierć. Tak więc przy Bogu pozostał tylko on i paru innych ludzi w jego kraju.

Bóg przemówił do niego: "Chcę, żebyś poszedł do władcy tego kraju, i przeciwstawił się jemu, jego prorokom i jego ludziom". Człowiek ten miał na imię Eliasz. Spotkał się więc a królem Achabem i powiedział mu: "Zwołaj wszystkich ludzi i proroków Baala".

Było około czterystu pięćdziesięciu proroków Baala i to właśnie oni przeciwstawili się Bogu. Król pewnie myślał sobie: "Świetnie się składa. I tak chciałem zabić tego faceta. Teraz to będzie całkiem proste. Zechciał, żebym zwołał tutaj wszystkich moich proroków i ludzi. Teraz mam okazję go dopaść".

W I Księdze Królewskiej 18:21 jest mowa o tym jak Eliasz stanął na górze przed wszystkimi zebranymi tam ludźmi i powiedział: "Jak długo będziecie się zastanawiać, komu chcecie służyć? Jak długo będziecie wątpić? Jeśli Baal jest Bogiem, to służcie jemu, a jeśli Pan, to Jemu służcie". I czekał na odpowiedź ludzi. Biblia mówi, że ludzie ci gapili się tylko na Eliasza, co musiało być dość niewygodne, bo powiedział: "Dobrze, zróbmy test. Wznieśmy dwa ołtarze. Wy zbudujecie ołtarz dla Baala, a ja ołtarz dla Boga. Nie zapalimy na nich ognia, lecz poprosimy, aby Bóg lub Baal to zrobił".

Potem Eliasz powiedział do proroków Baala: "Wybierzcie sobie jednego młodego cielca i zacznijcie pierwsi, bo was jest więcej. Następnie wzywajcie imienia waszego boga, ale ognia nie podkładajcie". Przygotowali więc cielca, którego im dano, i Eliasz powiedział im, że mogą zacząć pierwsi. Chyba chciał być uprzejmy.

Wyobraźcie sobie tych czterystu pięćdziesięciu facetów wołających do Baala i proszących go o odpowiedź. Biblia jednak mówi, że nie było żadnej odpowiedzi na ich wołanie. Tańczyli tak dookoła ołtarza przez prawie trzy godziny. Podczas tańca wołali: "Baalu, odpowiedz nam."

Potem, około południa, Eliasz powiedział: "Wołajcie głośniej. Baal pewnie was nie słyszy, bo nie wołacie dość głośno. Może wybrał się na wakacje. Może pojechał do Hiszpanii, żeby uciec przed deszczem. Może śpi?" Gdy to mówił, oni coraz bardziej się denerwowali. Wołali jeszcze głośniej i kaleczyli się nożami. Wyobraźcie sobie tę scenę. Była w niej moc, władza i wiele uwolnionej, demonicznej energii. Błagania trwały aż do wieczora. Nie było jednak żadnej odpowiedzi ani jakiejkolwiek reakcji.

"Teraz moja kolej" - powiedział wtedy Eliasz. Zawołał ludzi i przygotował ołtarz dla Pana. Położył na nim cielca i drewno. Następnie kazał ludziom wziąć cztery duże dzbany wody i polać nią cielca ofiarnego, drewno i kamienie. Potem kazał zrobić to samo jeszcze dwa razy. Polano więc ołtarz po raz drugi i trzeci. Woda spłynęła po nim i napełniła nawet rów dookoła ołtarza.

W ten sposób Eliasz chciał się zabezpieczyć przed tym, aby ludzie nie uznali odpowiedzi ze strony Boga za samoistne zapalenie się ołtarza czy coś w tym rodzaju. Prosił Boga, żeby dokonał rzeczy niemożliwej, bo wierzył, że On potrafi je czynić.

"Panie, wysłuchaj mnie, aby ten lud zrozumiał, że to Ty jesteś Bogiem, żeby mogli nawrócić do Ciebie swoje serca" - modlił się Eliasz. Wtedy ogień z nieba spadł na ofiarę, drewno, kamienie i pochłonął wodę z rowu. Czy możesz to sobie wyobrazić? Z nieba spadły płomienie i zniszczyły to wszystko.

Pewnie domyślasz się, co zrobili ludzie. Upadli na twarze i krzyknęli: "Pan jest prawdziwym Bogiem". Wtedy Eliasz rozkazał im pojmać proroków Baala. Zaprowadzili ich do potoku Kiszon i tam ich zabili. To dopiero była scena! Musimy sobie wyobrazić, co tam się działo, żeby zrozumieć, co stało się potem.

Eliasz znowu udał się na szczyt góry, gdzie padł na kolana i modlił się o deszcz. Powiedział swemu słudze, żeby zobaczył, czy są jakieś chmury, bo nie padało od trzech dni. Sługa ujrzał obłok wielkości ludzkiej dłoni. Jeżeli byłeś kiedyś na pustynnej górze, zapewne wiesz, że taki obłok nie wydaje się duży.

Na pustyni, gdzie horyzont wydaje się ogromny, sługa zobaczył obłok wielkości ludzkiej dłoni. Eliasz rozkazał mu więc: "Powiedz królowi, żeby odjechał swoim rydwanem, bo zbliża się deszcz". Król Achab wsiadł więc na swój wóz. Eliasz poradził mu, żeby co tchu śpieszył do miasta, bo zbliża się potężna burza. Nie będzie to zwyczajny, nudny, mżący deszczyk. Będzie to burza z piorunami i błyskawicami, taka, podczas której nikt nie chce znaleźć się na zewnątrz. Wkrótce niebo zakryły czarne chmury. Zerwał się wiatr i nadeszła gwałtowna ulewa. Król Achab odjechał do miasta, usiłując uciec przed burzą.

Następny fragment bardzo mi się podoba. Moc Pana zstąpiła na Eliasza, który opasał swe biodra i biegł przed Achabem przez całą drogę do miasta Jizreel. Czy możesz to sobie wyobrazić? Biegł szybciej niż rydwan, szybciej niż burza. Przypuszczalnie miał długie włosy, które powiewały za nim, gdy biegł. Za nim szła wielka nawałnica z piorunami i błyskawicami, a nad nim Bóg roztaczał swoją moc. Musisz sobie uświadomić, że nie było to jakieś mało znaczące wydarzenie. Nigdy wcześniej Bóg nie okazał tak wielkiej mocy. Była to niezwykle imponująca scena. Eliasz przekonał się, że Bóg jest kimś żywym i ma wielką moc.

Myślę, że wielu z nas podobnie doświadczyło Bożej mocy. Być może nie biegliśmy szybciej niż burza, ale na pewno wielu z nas mogłoby wstać i powiedzieć: "Bóg żyje i ma moc. Jezus żyje". Moglibyśmy opowiadać o cudach, które dziś mają miejsce. Ludzie doznają uzdrowienia. Nieraz znajdowałem się w sytuacjach, które mogły okazać się groźne, a Pan mnie obronił.

Kiedyś, gdy razem z jednym z moich kumpli podróżowaliśmy autostopem po Stanach, zabrała nas półciężarówka. Jej kierowca wyjął spod swego siedzenia rewolwer i wycelował go w głowę mego kolegi. Bóg nas wtedy obronił.

Eliasz, bardziej niż ktokolwiek inny, znał Bożą rzeczywistość. Jednak po tym zdumiewającym wydarzeniu miało miejsce coś bardzo dziwnego. Rozdział 19 I Księgi Królewskiej jest wzmianka o tym, że o czynach Eliasza dowiedziała się kobieta o imieniu Izebel. Z upodobaniem zabijała ona ludzi, którzy służyli Bogu. Pomyślała sobie: "Ach, to tak. Takich to rzeczy dokonał" i przysięgła sobie zabić Eliasza bez względu na wszystko.

Widzisz więc, że to był ten sam Eliasz, który biegł szybciej niż rydwan. Eliasz, który stał przed ludem i czterystu pięćdziesięcioma prorokami Baala. Eliasz, który doświadczył mocy Bożej na wiele różnych sposobów. A ta kobieta powiedziała, że go zabije. I co zrobił Eliasz?

Eliasz przestraszył się i uciekł w obawie o swoje życie. Uciekał przez pustynię, gdzie przyszedł do niego anioł i dał mu się pożywić. Wreszcie Eliasz dotarł do miejsca, w którym miał spotkać się z Bogiem. Pan przemówił do niego i zapytał, co tu robi. Eliasz odpowiedział: "Wiernie Ci służyłem, Panie Boże Wszechmogący. Lecz twój lud odrzucił Twoje przymierze, rozwalił ołtarze i zabił Twoich proroków. Ja sam tylko zostałem, a teraz oni próbują zabić także i mnie".

Co Eliasz chciał przez to powiedzieć? Głównie to, że jego praca poszła na marne. Narzekał na to, że jego działalność nie przyniosła żadnych owoców. Przestał patrzeć na Boga i zamiast tego przeniósł wzrok na Izebel. Właśnie odniósł w swoim życiu wielkie zwycięstwo i myślał, że wojna się już skończyła. Wszystko miało być piękne, a tymczasem zanosiło się na następne starcie.

Gdy Eliasz przestał kierować swój wzrok na Boga i przyjrzał się sytuacji, stwierdził, że jest już zmęczony całą tą walką.

Wówczas Pan ukazał mu się i rzekł: "Chcę teraz przejść obok ciebie". Zerwała się gwałtowna wichura i rozerwała górę na części. Musiała być całkiem niezła, skoro aż rozerwała górę. Wichura roztrzaskiwała skały, ale Pana w niej nie było.

Jest też mowa o tym, że po wichurze było trzęsienie ziemi. Jeżeli przeżyłeś trzęsienie ziemi, poznałeś zapewne to uczucie bezsilności. Po trzęsieniu ziemi powstał ogień, ale Pana nie było i w ogniu.

A po tym ogniu rozległ się szmer łagodnego powiewu. Gdy Eliasz go usłyszał, zasłoniwszy twarz płaszczem, wyszedł i stanął przy wejściu do groty. A wtedy głos powiedział do niego: "Co ty tu robisz, Eliaszu?"

"Bardzo się starałem dla Ciebie, Panie, ale lud Cię odrzucił i nie chce mnie słuchać. Twoich proroków skazują na śmierć. Sam tylko zostałem, a teraz oni próbują zabić także i mnie" - powiedział znowu Eliasz.

Jeśli nie będziemy z Bogiem szczerzy, wówczas On nie objawi nam swej mocy. Eliasz postąpił źle nie przyznając się Bogu, że się boi i jest zmęczony. Zamiast tego mówił, że nie warto było służyć Bogu, i wszystko, czego dokonał Bóg, spełzło na niczym. Bóg jest wierny. Tak często w naszym życiu zdejmujemy z Niego wzrok i patrzymy na Izebel. Przestajemy koncentrować się na Bogu, który kiedyś w przeszłości okazał nam wierność. Patrzymy na sytuację, w jakiej się znaleźliśmy, i zaczynamy się bać, lub też służyć ludziom czy grupom ludzi zamiast Bogu.

Wierny jest tylko Jezus, a nie żaden przywódca grupy. W przeszłości zdarzało się, że niektórzy ludzie pokładali we mnie swoje duchowe zaufanie. Czyż to nie jest głupie? Chcą, żebym to ja im coś dawał, a nie Jezus. Poznając mnie bliżej odkrywają, że jestem taki sam jak oni, słaby i niedoskonały, a wówczas tracą wiarę w Boga. Czasami ludzie wierzą w grupę zamiast w Boga i to ją otaczają uwielbieniem. A jeśli nie dorasta do ich oczekiwań, tracą wiarę w Boga.

Tymczasem mamy służyć Jezusowi. Tylko Jemu możemy zawierzyć. Aby Mu służyć, musimy Go najpierw poznać. Musimy czytać Pismo Święte. Jeżeli zawsze czekamy, aby to inni ludzie przedstawiali nam Słowo Boże, to jest z nami niedobrze. Musimy nauczyć się myśleć samodzielnie i szukać Boga na własną rękę.

Niektórzy z nas winią innych ludzi za sytuację duchową, w jakiej się znaleźli. Jeżeli mają problemy, to wina grupy, albo prowadzącego, albo jeszcze kogoś innego. Jeżeli mam problemy w związkach z ludźmi, to ich wina, bo nie robią dla mnie tego czy innego. W rzeczywistości zaś musimy ponownie zwrócić się do Jezusa.

Niektórzy z nas mają zwyczaj obwiniać innych ludzi za stan ducha, w którym się znaleźli. Jeżeli mamy problemy, to wina leży po stronie grupy czy jej prowadzącego, albo kogoś jeszcze innego. Jeżeli mam problemy w moich związkach z innymi, to dlatego, że oni czegoś dla mnie nie robią. Tymczasem powinniśmy znów skierować nasze spojrzenie na Jezusa.

My także możemy czuć się zmęczeni walką. Ja też identyfikuję się z Eliaszem. Bóg przeprowadza nas mnie jakiś krytyczny moment w życiu, a zaraz potem znów przechodzę jakiś trudny czas. Wówczas potrzebuję wsparcia ze strony innych. Nie potrafimy być sami. Dlatego musimy walczyć, a nie czerpać z siły duchowości innych ludzi. Musimy sami poznawać Boga. Jeżeli nie będziemy tego robić, nie damy rady wytrwać, gdy przyjdzie na to pora.

Patrząc na czołgi jadące na w kierunku tego chińskiego studenta zacząłem mieć wrażenie, że na nas też jadą. Jadą i w moim kierunku.

Czy będę stać w miejscu, czy też ucieknę i schowam się? Jeżeli ufam tylko ludziom, nie będę mógł wytrwać, gdy nadjadą czołgi. A ty, jeżeli już teraz uciekasz i chowasz się, jak będziesz mógł wtedy stać w miejscu? Jeśli nie masz w sobie własnej siły duchowej, czy myślisz, że będziesz mógł wytrwać w miejscu, gdy zacznie się wojna? Czas już, żebyśmy zaczęli poznawać Boga całkiem serio, bo gdy zacznie się walka, będziemy potrzebowali Jego siły, a nie naszej własnej.

Niektórzy z nas są w niewoli, bo nie są dość konsekwentni w poznawaniu Boga. Chcemy tylko korzystać z siły duchowości innych ludzi, a nie szukać Boga na własną rękę. Chcemy służyć i Bogu, i Baalowi. Ale Jezus mówi: "Mnie służcie, jeśli jestem Bogiem". Tylko Jemu warto służyć. Musimy Go poznawać. Wówczas, gdy Bóg nas powoła do uczestnictwa w grupie, nie będziemy tylko gąbkami. Będziemy wtedy gotowi dawać coś innym i napełnieni Jego mocą wytrwamy w miejscu, gdy nadjadą czołgi.

 

kliknij aby wrócic