|
W Biblii też był ktoś,
kto zachował się tak jak ten student, do którego zbliżały się czołgi.
On również był obywatelem kraju, który był przeciwko niemu i przeciwko
jego poglądom. Musiał się ukrywać, bo inaczej ludzie u władzy zabiliby
go. A on występował w imieniu Boga. Ludzie sprawujący władzę byli tak
wrogo nastawieni wobec Boga, że każdego kto występował w jego imieniu
skazywali na śmierć. Tak więc przy Bogu pozostał tylko on i paru innych
ludzi w jego kraju.
Bóg przemówił do niego:
"Chcę, żebyś poszedł do władcy tego kraju, i przeciwstawił się jemu, jego
prorokom i jego ludziom". Człowiek ten miał na imię Eliasz. Spotkał się
więc a królem Achabem i powiedział mu: "Zwołaj wszystkich ludzi i proroków
Baala".
Było około czterystu
pięćdziesięciu proroków Baala i to właśnie oni przeciwstawili się Bogu.
Król pewnie myślał sobie: "Świetnie się składa. I tak chciałem zabić tego
faceta. Teraz to będzie całkiem proste. Zechciał, żebym zwołał tutaj wszystkich
moich proroków i ludzi. Teraz mam okazję go dopaść".
W I Księdze Królewskiej
18:21 jest mowa o tym jak Eliasz stanął na górze przed wszystkimi zebranymi
tam ludźmi i powiedział: "Jak długo będziecie się zastanawiać, komu chcecie
służyć? Jak długo będziecie wątpić? Jeśli Baal jest Bogiem, to służcie
jemu, a jeśli Pan, to Jemu służcie". I czekał na odpowiedź ludzi. Biblia
mówi, że ludzie ci gapili się tylko na Eliasza, co musiało być dość niewygodne,
bo powiedział: "Dobrze, zróbmy test. Wznieśmy dwa ołtarze. Wy zbudujecie
ołtarz dla Baala, a ja ołtarz dla Boga. Nie zapalimy na nich ognia, lecz
poprosimy, aby Bóg lub Baal to zrobił".
Potem Eliasz powiedział
do proroków Baala: "Wybierzcie sobie jednego młodego cielca i zacznijcie
pierwsi, bo was jest więcej. Następnie wzywajcie imienia waszego boga,
ale ognia nie podkładajcie". Przygotowali więc cielca, którego im dano,
i Eliasz powiedział im, że mogą zacząć pierwsi. Chyba chciał być uprzejmy.
Wyobraźcie sobie tych
czterystu pięćdziesięciu facetów wołających do Baala i proszących go o
odpowiedź. Biblia jednak mówi, że nie było żadnej odpowiedzi na ich wołanie.
Tańczyli tak dookoła ołtarza przez prawie trzy godziny. Podczas tańca
wołali: "Baalu, odpowiedz nam."
Potem, około południa,
Eliasz powiedział: "Wołajcie głośniej. Baal pewnie was nie słyszy, bo
nie wołacie dość głośno. Może wybrał się na wakacje. Może pojechał do
Hiszpanii, żeby uciec przed deszczem. Może śpi?" Gdy to mówił, oni coraz
bardziej się denerwowali. Wołali jeszcze głośniej i kaleczyli się nożami.
Wyobraźcie sobie tę scenę. Była w niej moc, władza i wiele uwolnionej,
demonicznej energii. Błagania trwały aż do wieczora. Nie było jednak żadnej
odpowiedzi ani jakiejkolwiek reakcji.
"Teraz moja kolej"
- powiedział wtedy Eliasz. Zawołał ludzi i przygotował ołtarz dla Pana.
Położył na nim cielca i drewno. Następnie kazał ludziom wziąć cztery duże
dzbany wody i polać nią cielca ofiarnego, drewno i kamienie. Potem kazał
zrobić to samo jeszcze dwa razy. Polano więc ołtarz po raz drugi i trzeci.
Woda spłynęła po nim i napełniła nawet rów dookoła ołtarza.
W ten sposób Eliasz
chciał się zabezpieczyć przed tym, aby ludzie nie uznali odpowiedzi ze
strony Boga za samoistne zapalenie się ołtarza czy coś w tym rodzaju.
Prosił Boga, żeby dokonał rzeczy niemożliwej, bo wierzył, że On potrafi
je czynić.
"Panie, wysłuchaj
mnie, aby ten lud zrozumiał, że to Ty jesteś Bogiem, żeby mogli nawrócić
do Ciebie swoje serca" - modlił się Eliasz. Wtedy ogień z nieba spadł
na ofiarę, drewno, kamienie i pochłonął wodę z rowu. Czy możesz to sobie
wyobrazić? Z nieba spadły płomienie i zniszczyły to wszystko.
Pewnie domyślasz się,
co zrobili ludzie. Upadli na twarze i krzyknęli: "Pan jest prawdziwym
Bogiem". Wtedy Eliasz rozkazał im pojmać proroków Baala. Zaprowadzili
ich do potoku Kiszon i tam ich zabili. To dopiero była scena! Musimy sobie
wyobrazić, co tam się działo, żeby zrozumieć, co stało się potem.
Eliasz znowu udał
się na szczyt góry, gdzie padł na kolana i modlił się o deszcz. Powiedział
swemu słudze, żeby zobaczył, czy są jakieś chmury, bo nie padało od trzech
dni. Sługa ujrzał obłok wielkości ludzkiej dłoni. Jeżeli byłeś kiedyś
na pustynnej górze, zapewne wiesz, że taki obłok nie wydaje się duży.
Na pustyni, gdzie
horyzont wydaje się ogromny, sługa zobaczył obłok wielkości ludzkiej dłoni.
Eliasz rozkazał mu więc: "Powiedz królowi, żeby odjechał swoim rydwanem,
bo zbliża się deszcz". Król Achab wsiadł więc na swój wóz. Eliasz poradził
mu, żeby co tchu śpieszył do miasta, bo zbliża się potężna burza. Nie
będzie to zwyczajny, nudny, mżący deszczyk. Będzie to burza z piorunami
i błyskawicami, taka, podczas której nikt nie chce znaleźć się na zewnątrz.
Wkrótce niebo zakryły czarne chmury. Zerwał się wiatr i nadeszła gwałtowna
ulewa. Król Achab odjechał do miasta, usiłując uciec przed burzą.
Następny fragment
bardzo mi się podoba. Moc Pana zstąpiła na Eliasza, który opasał swe biodra
i biegł przed Achabem przez całą drogę do miasta Jizreel. Czy możesz to
sobie wyobrazić? Biegł szybciej niż rydwan, szybciej niż burza. Przypuszczalnie
miał długie włosy, które powiewały za nim, gdy biegł. Za nim szła wielka
nawałnica z piorunami i błyskawicami, a nad nim Bóg roztaczał swoją moc.
Musisz sobie uświadomić, że nie było to jakieś mało znaczące wydarzenie.
Nigdy wcześniej Bóg nie okazał tak wielkiej mocy. Była to niezwykle imponująca
scena. Eliasz przekonał się, że Bóg jest kimś żywym i ma wielką moc.
Myślę, że wielu z
nas podobnie doświadczyło Bożej mocy. Być może nie biegliśmy szybciej
niż burza, ale na pewno wielu z nas mogłoby wstać i powiedzieć: "Bóg żyje
i ma moc. Jezus żyje". Moglibyśmy opowiadać o cudach, które dziś mają
miejsce. Ludzie doznają uzdrowienia. Nieraz znajdowałem się w sytuacjach,
które mogły okazać się groźne, a Pan mnie obronił.
Kiedyś, gdy razem
z jednym z moich kumpli podróżowaliśmy autostopem po Stanach, zabrała
nas półciężarówka. Jej kierowca wyjął spod swego siedzenia rewolwer i
wycelował go w głowę mego kolegi. Bóg nas wtedy obronił.
Eliasz, bardziej niż
ktokolwiek inny, znał Bożą rzeczywistość. Jednak po tym zdumiewającym
wydarzeniu miało miejsce coś bardzo dziwnego. Rozdział 19 I Księgi Królewskiej
jest wzmianka o tym, że o czynach Eliasza dowiedziała się kobieta o imieniu
Izebel. Z upodobaniem zabijała ona ludzi, którzy służyli Bogu. Pomyślała
sobie: "Ach, to tak. Takich to rzeczy dokonał" i przysięgła sobie zabić
Eliasza bez względu na wszystko.
Widzisz więc, że to
był ten sam Eliasz, który biegł szybciej niż rydwan. Eliasz, który stał
przed ludem i czterystu pięćdziesięcioma prorokami Baala. Eliasz, który
doświadczył mocy Bożej na wiele różnych sposobów. A ta kobieta powiedziała,
że go zabije. I co zrobił Eliasz?
Eliasz przestraszył
się i uciekł w obawie o swoje życie. Uciekał przez pustynię, gdzie przyszedł
do niego anioł i dał mu się pożywić. Wreszcie Eliasz dotarł do miejsca,
w którym miał spotkać się z Bogiem. Pan przemówił do niego i zapytał,
co tu robi. Eliasz odpowiedział: "Wiernie Ci służyłem, Panie Boże Wszechmogący.
Lecz twój lud odrzucił Twoje przymierze, rozwalił ołtarze i zabił Twoich
proroków. Ja sam tylko zostałem, a teraz oni próbują zabić także i mnie".
Co Eliasz chciał przez
to powiedzieć? Głównie to, że jego praca poszła na marne. Narzekał na
to, że jego działalność nie przyniosła żadnych owoców. Przestał patrzeć
na Boga i zamiast tego przeniósł wzrok na Izebel. Właśnie odniósł w swoim
życiu wielkie zwycięstwo i myślał, że wojna się już skończyła. Wszystko
miało być piękne, a tymczasem zanosiło się na następne starcie.
Gdy Eliasz przestał
kierować swój wzrok na Boga i przyjrzał się sytuacji, stwierdził, że jest
już zmęczony całą tą walką.
Wówczas Pan ukazał
mu się i rzekł: "Chcę teraz przejść obok ciebie". Zerwała się gwałtowna
wichura i rozerwała górę na części. Musiała być całkiem niezła, skoro
aż rozerwała górę. Wichura roztrzaskiwała skały, ale Pana w niej nie było.
Jest też mowa o tym,
że po wichurze było trzęsienie ziemi. Jeżeli przeżyłeś trzęsienie ziemi,
poznałeś zapewne to uczucie bezsilności. Po trzęsieniu ziemi powstał ogień,
ale Pana nie było i w ogniu.
A po tym ogniu rozległ
się szmer łagodnego powiewu. Gdy Eliasz go usłyszał, zasłoniwszy twarz
płaszczem, wyszedł i stanął przy wejściu do groty. A wtedy głos powiedział
do niego: "Co ty tu robisz, Eliaszu?"
"Bardzo się starałem
dla Ciebie, Panie, ale lud Cię odrzucił i nie chce mnie słuchać. Twoich
proroków skazują na śmierć. Sam tylko zostałem, a teraz oni próbują zabić
także i mnie" - powiedział znowu Eliasz.
Jeśli nie będziemy
z Bogiem szczerzy, wówczas On nie objawi nam swej mocy. Eliasz postąpił
źle nie przyznając się Bogu, że się boi i jest zmęczony. Zamiast tego
mówił, że nie warto było służyć Bogu, i wszystko, czego dokonał Bóg, spełzło
na niczym. Bóg jest wierny. Tak często w naszym życiu zdejmujemy z Niego
wzrok i patrzymy na Izebel. Przestajemy koncentrować się na Bogu, który
kiedyś w przeszłości okazał nam wierność. Patrzymy na sytuację, w jakiej
się znaleźliśmy, i zaczynamy się bać, lub też służyć ludziom czy grupom
ludzi zamiast Bogu.
Wierny jest tylko
Jezus, a nie żaden przywódca grupy. W przeszłości zdarzało się, że niektórzy
ludzie pokładali we mnie swoje duchowe zaufanie. Czyż to nie jest głupie?
Chcą, żebym to ja im coś dawał, a nie Jezus. Poznając mnie bliżej odkrywają,
że jestem taki sam jak oni, słaby i niedoskonały, a wówczas tracą wiarę
w Boga. Czasami ludzie wierzą w grupę zamiast w Boga i to ją otaczają
uwielbieniem. A jeśli nie dorasta do ich oczekiwań, tracą wiarę w Boga.
Tymczasem mamy służyć
Jezusowi. Tylko Jemu możemy zawierzyć. Aby Mu służyć, musimy Go najpierw
poznać. Musimy czytać Pismo Święte. Jeżeli zawsze czekamy, aby to inni
ludzie przedstawiali nam Słowo Boże, to jest z nami niedobrze. Musimy
nauczyć się myśleć samodzielnie i szukać Boga na własną rękę.
Niektórzy z nas winią
innych ludzi za sytuację duchową, w jakiej się znaleźli. Jeżeli mają problemy,
to wina grupy, albo prowadzącego, albo jeszcze kogoś innego. Jeżeli mam
problemy w związkach z ludźmi, to ich wina, bo nie robią dla mnie tego
czy innego. W rzeczywistości zaś musimy ponownie zwrócić się do Jezusa.
Niektórzy z nas mają
zwyczaj obwiniać innych ludzi za stan ducha, w którym się znaleźli. Jeżeli
mamy problemy, to wina leży po stronie grupy czy jej prowadzącego, albo
kogoś jeszcze innego. Jeżeli mam problemy w moich związkach z innymi,
to dlatego, że oni czegoś dla mnie nie robią. Tymczasem powinniśmy znów
skierować nasze spojrzenie na Jezusa.
My także możemy czuć
się zmęczeni walką. Ja też identyfikuję się z Eliaszem. Bóg przeprowadza
nas mnie jakiś krytyczny moment w życiu, a zaraz potem znów przechodzę
jakiś trudny czas. Wówczas potrzebuję wsparcia ze strony innych. Nie potrafimy
być sami. Dlatego musimy walczyć, a nie czerpać z siły duchowości innych
ludzi. Musimy sami poznawać Boga. Jeżeli nie będziemy tego robić, nie
damy rady wytrwać, gdy przyjdzie na to pora.
Patrząc na czołgi
jadące na w kierunku tego chińskiego studenta zacząłem mieć wrażenie,
że na nas też jadą. Jadą i w moim kierunku.
Czy będę stać w miejscu,
czy też ucieknę i schowam się? Jeżeli ufam tylko ludziom, nie będę mógł
wytrwać, gdy nadjadą czołgi. A ty, jeżeli już teraz uciekasz i chowasz
się, jak będziesz mógł wtedy stać w miejscu? Jeśli nie masz w sobie własnej
siły duchowej, czy myślisz, że będziesz mógł wytrwać w miejscu, gdy zacznie
się wojna? Czas już, żebyśmy zaczęli poznawać Boga całkiem serio, bo gdy
zacznie się walka, będziemy potrzebowali Jego siły, a nie naszej własnej.
Niektórzy z nas są
w niewoli, bo nie są dość konsekwentni w poznawaniu Boga. Chcemy tylko
korzystać z siły duchowości innych ludzi, a nie szukać Boga na własną
rękę. Chcemy służyć i Bogu, i Baalowi. Ale Jezus mówi: "Mnie służcie,
jeśli jestem Bogiem". Tylko Jemu warto służyć. Musimy Go poznawać. Wówczas,
gdy Bóg nas powoła do uczestnictwa w grupie, nie będziemy tylko gąbkami.
Będziemy wtedy gotowi dawać coś innym i napełnieni Jego mocą wytrwamy
w miejscu, gdy nadjadą czołgi.
|