kliknij aby wrócic

Jeden z naszych koncertów, których nigdy nie zapomnę, miał miejsce w Polsce podczas znanego festiwalu. Było tam wtedy 15 tysięcy ludzi. Graliśmy jako wsparcie dla zespołu Helloween. U góry przymocowano wielkie wzmacniacze Marshall i monitory - był to największy sprzęt nagłaśniający, jakiego zdarzyło nam się używać. Ponieważ występowaliśmy w nocy, nie było widać, gdzie kończy się tłum. Było to dla nas niesamowite przeżycie. Bóg pozwolił nam nawiązać wspaniałą relację z publicznością, która ciągle domagała się bisów.

Zupełnie kontrastował z tym koncert, który daliśmy następnego dnia dla dwudziestoosobowej grupki osób i paru kóz. No dobra, macie rację. Nie będę przesadzał, nie było ich tam aż tak wielu.

W rzeczywistości była to tylko jedna koza przywiązana do drzewa i parę średnio zainteresowanych osób. Działo się to zaraz następnego dnia po naszym koncercie przed 15-tysięczną widownią.

Uważam, że to nie było dziełem przypadku. Myślę, że Bóg chciał mnie przez to zapytać: "Dla kogo właściwie to robisz? Dla mnie czy dla ludzi"?.

Jest to pytanie, które ma zasadniczy wpływ na życie człowieka. Od niego zależy, czy będziesz w życiu robić coś ważnego, czy je zmarnujesz.

Pismo Święte mówi o tym, że Św. Paweł miał kłopoty z pewną grupą chrześcijan. Ludzie ci powiedzieli mu, że tak naprawdę wcale nie jest apostołem i że nie podziela ich szacunku dla prawa. Chcieli, żeby przestrzegał pewnych starotestamentowych przepisów, od których uwolnił ich Jezus. Jednak zamiast ulec im i pójść na kompromis, Św. Paweł nie ustąpił i w rezultacie został zdyskredytowany przez przywódców tej wspólnoty.

W Liście do Galatów 1:10 Św. Paweł pisze:

"A zatem teraz: czy zabiegam o względy ludzi, czy raczej Boga? Czy ludziom staram się przypodobać? Gdybym jeszcze teraz ludziom chciał się przypodobać, nie byłbym sługą Chrystusa".

O czyje względy zabiegasz?

Jeżeli starasz się przypodobać ludziom, nie jesteś godzien nazywać siebie sługą Jezusa. To prawda trudna do przyjęcia, bo przecież zabiegamy o względy ludzi.

Prawda ta wydaje się atrakcyjna dla buntowników. Są też chrześcijańscy buntownicy, którzy mówią: "Nie obchodzi mnie, co myślą ludzie. Dbam tylko o to, co myśli Pan Bóg. Tylko to jest słuszne, tylko o to dbam. Jestem buntownikiem z natury, buntownikiem dla Jezusa".

Problem jednak w tym, że to nie do końca jest prawdą, bo jeśli zabiega się o względy Boga, Jego oczekiwania są jeszcze wyższe niż oczekiwania ze strony ludzi.

Można wszystko robić dla ludzi i nawet nie zdawać sobie z tego sprawy. W rozdziale 3 Listu Św. Jakuba jest mowa o tych wszystkich ludziach, którzy posiadają wiedzę religijną i mądrość, ale używają ich dla zaspokojenia własnych egoistycznych ambicji. Można przez długi czas gromadzić ogromną wiedzę o Bogu, można robić dla Niego rozmaite rzeczy, a mimo to używać danej nam przez Niego mądrości dla zaspokojenia swoich samolubnych ambicji.

W Liście Św. Jakuba 3:13-14 są następujące słowa:

"Kto spośród was jest mądry i rozsądny? Niech wykaże się w swoim nienagannym postępowaniu uczynkami dokonanymi z łagodnością właściwą mądrości! Natomiast jeżeli żywicie w sercach waszych gorzką zazdrość i skłonność do kłótni, to nie przechwalajcie się i nie sprzeciwiajcie się kłamstwem prawdzie!"

Czyż to nie jest dziwne? Dlaczego Św. Jakub przestrzega przed chwaleniem się? Skoro mam w sercu "gorzką zazdrość i skłonność do kłótni", dlaczego trzeba mi przypominać, żebym się nimi nie chwalił? Przecież chciałbym je chyba ukryć przed innymi ludźmi? Problem leży w tym, że nie bardzo wiem, na czym polega owo "chwalenie się". Zanim stwierdzę, czy w swoim życiu postępuję w ten sposób, najpierw muszę zastanowić się, czy:
- Ciągle mówię ludziom o moich niezwykłych uzdolnieniach i o tych wszystkich wielkich czynach, których zamierzam dokonać dla Boga
- Zależy mi, żeby ludzie dostrzegali moje dobre uczynki
-
Robię coś po to, żeby zdobyć uznanie
-
Mówię o wielkich czynach, których zamierzam dokonać dla Boga, i nie wypływa to z mojej miłości do Niego, lecz z miłości do ludzi
- Postępuję w taki sposób, bo to stawia mnie wyżej w hierarchii, obojętnie w jakim systemie działam.

List Św. Jakuba Apostoła 3:15-18:

Nie na tym polega zstępująca z góry mądrość; ale mądrość ziemska, zmysłowa i szatańska. Gdzie bowiem zazdrość i żądza sporu, tam też bezład i wszelki występek.

Mądrość zaś [zstępująca] z góry jest przede wszystkim czysta, dalej, skłonna do zgody, ustępliwa, posłuszna, pełna miłosierdzia i dobrych owoców, wolna od względów ludzkich i obłudy. Owoc zaś sprawiedliwości sieją w pokoju ci, którzy zaprowadzają pokój.

Jeżeli w swoim życiu kieruję się egoistyczną ambicją (mówię teraz o kimś, kto podąża za Chrystusem), wchodząc w daną grupę, kościół czy organizację wybieram sobie przyjaciół. Dobieram ich według tego, jaką funkcję pełnią w grupie. Wszystkim opowiadam o moich uzdolnieniach i osiągnięciach. Jest to znak rozpoznawczy człowieka, który w życiu kieruje się egoizmem i zazdrością. Postępowanie innych ludzi wobec mnie zawsze mnie złości, dotyka i rani. Ludzie ciągle mnie krzywdzą i robią mi coś złego. Jest dla mnie bardzo ważne, co o mnie mówią, bo tak naprawdę chodzi mi o akceptację ze strony ludzi, a nie Boga.

Jeżeli inni nie potakują mi i nie powtarzają ciągle, jaki jestem świetny, wówczas złoszczę się, że nie doceniają mnie tak jak moim zdaniem powinni.

Jezus dokonywał wielkich rzeczy i przychodziły do niego tysiące ludzi. Mówili oni: "Jezu, pragniemy iść za tobą. Chcemy poświęcić Ci nasze życie. Tobie oddamy wszystko". Odpowiedź Jezusa jest zadziwiająca. Św. Jan (2:24) mówi, że Jezus "nie zwierzał się im, bo wszystkich znał i nie potrzebował niczyjego świadectwa o człowieku. Sam bowiem wiedział, co w człowieku się kryje".

Ewangelia wg św. Jana 2,24-25

Jezus natomiast nie zwierzał się im, bo wszystkich znał i nie potrzebował niczyjego świadectwa o człowieku. Sam bowiem wiedział, co w człowieku się kryje.

Jezusowi zupełnie nie zależało na ich pochlebstwach, bo wiedział, że u ludzi nie znaczą one zbyt wiele. Jeśli w moim życiu większe znaczenie ma akceptacja ze strony ludzi niż Boga, wówczas już zabiegam raczej o ich względy, a nie o względy Boga. Jezus nie dbał o pochlebstwa ze strony ludzi, bo wiedział, że są bez znaczenia.

Ja sam już nieraz znajdowałem się w podobnych sytuacjach. Przychodzili do mnie ludzie i mówili, że uważają mnie za najlepszego człowieka na świecie i że jestem równy Mojżeszowi. Parę dni później te same osoby powiedzą mi, że jestem najgorszym człowiekiem na świecie i szkoda, że się w ogóle urodziłem. Opinie na nasz temat mogą zmieniać się bardzo szybko i nie powinniśmy w żadnym wypadku kierować się tym, jak nas postrzegają ludzie, bo ludzie są chwiejni. Liczy się tylko to, jak postrzega nas Bóg.

Powinienem więc zapytać: "Panie, jak mnie postrzegasz"? Jeśli będę żyć w ten sposób, dam także odetchnąć innym. Nie będę stale czuł się zraniony, bo nie będzie mi zależeć na ich akceptacji. Będę mógł im przebaczać i być wobec nich cierpliwy, bo taki właśnie jest Bóg wobec mnie.

Słyszałem o pewnym działaczu politycznym, który mając zaledwie dwadzieścia lat został skazany na rok więzienia w osobnej celi. Nie chciał ustąpić w kwestii pewnej zasady, w którą wierzył. Był to człowiek bardzo aktywny, pełen energii i życia, który znalazł się sam w celi z powodu swojego przekonania. Okazał gotowość do przeciwstawienia się systemowi, do odważnego wystąpienia przeciwko niemu. Na tym właśnie polega prawdziwa wielkość - na gotowości wystąpienia w obronie swoich przekonań.

Nie wiem, czy człowiek ten słyszał o Jezusie. Znalazł się jednak w więzieniu, bo nie chciał ustąpić w kwestii swoich przekonań. Bóg szuka ludzi, którzy zechcą wystąpić w Jego imieniu i którzy bardziej cenią Jego niż to, co myśli o nich świat.

Gdy będziesz żyć dla Boga, czasem także i ludzie docenią twoje czyny. Pomyślą, że jesteś świetny. Zamieszczą twoje zdjęcie w gazecie i będą o tobie mówić na spotkaniach. Ale to nie ma żadnego znaczenia, bo innym razem będziesz żyć tylko dla Boga i nikt nie będzie mówił o tobie na spotkaniach. Liczy się tylko to, że Bóg cię docenia. Być może przez całe swoje życie nie zaznasz uznania ze strony ludzi. Jakie to w końcu ma znaczenie?

Gdy stałem na scenie przed 15 tysiącami ludzi, pomyślałem sobie: "To takie puste! Gdybym nie miał im nic do powiedzenia na temat Boga, byłoby to takie puste"! Bóg wzywa nas do wielkości, lecz nie jest to ta wielkość, którą uznaje świat. Tej wielkości świat nie docenia. A jeśli docenia, może to w rzeczywistości oznaczać naszą porażkę. Bóg jednak nas docenia, i o to właśnie chodzi. Gdy dojdziesz do takiego momentu w swoim życiu, jesteś wolny i możesz odpocząć. Nie czujesz już całej tej presji. Może ci się podobać, że ludzie przytakują ci i mówią o tobie miłe rzeczy, lecz nie będzie to celem twojego życia.

Gdy Bóg chce, bym zrobił coś odważnego, mogę powiedzieć: "Tak, Jezu, zrobię to dla Ciebie. Nie jestem doskonały. Jestem pełen wad". Jeśli zapytasz kogoś, kto ze mną współpracował, przekonasz się, że tak właśnie robię. Ale wiem jedno: Bóg mnie docenia. On wierzy we mnie, a ja chcę Go wielbić swoim życiem. Czasem ludzie chcą postawić mnie na piedestale, a kiedy indziej zrzucić w błoto. Najważniejsze jednak jest, aby Jezus, widząc co robię w swoim życiu, był zadowolony.

Dąż do takiej właśnie wielkości, jaką chce dać ci Pan; do tego, co On nazywa wielkim.

kliknij aby wrócic