kliknij aby wrócic

Ten rozdział jest o krzyku. Wiem, że wielu ludzi nie zdaje sobie z tego sprawy, ale krzyk jest sprawą ducha. W rzeczywistości może nawet doprowadzić do przełomu w życiu duchowym. Zróbmy więc sobie małą rozgrzewkę i pokrzyczmy przez kilka chwil. Dla niektórych z was jest to może nowość, lecz nie ma w niej nic złego. A więc pokrzyczmy sobie trochę. Jeśli zrobimy to tak jak trzeba, być może uda nam się zmoczyć strony tej książki kropelkami śliny.

Na świecie wszystko się rozpada, a jeśli o tym nie wiesz, to zapewne dlatego, że nie czytasz i nie myślisz.

Jedynym bezpiecznym miejscem jest Królestwo Boże. Powinienem o tym wiedzieć, bo wtedy będę szukał rzeczywistości Boga w swoim życiu. Bóg pragnie, aby każdy z nas doświadczył jego obecności w swoim życiu. Jednak jedynym sposobem na doświadczenie Jego rzeczywistej obecności jest krzyk.

Mój pogląd potwierdza kilka przykładów z Biblii. Jeden z nich to historia starego, niewidomego człowieka. Krzyczał i dzięki temu otrzymał prawdziwe życie duchowe. To wydarzenie zostało opisane w Ewangelii Św. Marka 10:46.

Jezus udał się wraz z uczniami do Jerycha, a z Nim podążało bardzo wielu ludzi. Przy drodze siedział niewidomy żebrak o imieniu Bartymeusz. Jezus stał się bardzo ważną osobą i czynił różne niepojęte rzeczy. Dokonywał wielu cudów i nauczał, a wszyscy ważniejsi ludzie z tego miasta pragnęli być blisko Niego.

Nagle ten starszy, niewidomy człowiek zaczął wołać: "Synu Dawida, ulituj się nade mną!" Przypuszczalnie nie wołał zbyt głośno, a Jezus pewnie go nie usłyszał, bo siedział po drugiej stronie ulicy, otoczony tłumem ludzi.

"Synu Dawida, ulituj się nade mną" - zawołał znowu, tym razem głośniej, ale ciągle jeszcze nie przyciągnął niczyjej uwagi ani nie zdenerwował nikogo swym wołaniem.

Przede wszystkim dlaczego ten niewidomy żebrak wołał? Ponieważ był już u kresu sił. Nie podobało mu się jego życie i miał dość wszystkiego. Myślisz pewnie, że to dość oczywiste. Był przecież tylko niewidomym żebrakiem. Ale coś ci powiem. W Amsterdamie widziałem żebraków, którzy są najbardziej dumnymi ludźmi na świecie. Naprawdę znam ludzi, którzy myślą, że są cool, bo żebrzą na ulicy. Tak więc bycie niewidomym żebrakiem wcale nie musi oznaczać pokory. Ten jednak był pokorny i zaczął wołać: "Synu Dawida, ulituj się nade mną!".

Ewangelia św. Marka 10,46-52

Tak przyszli do Jerycha. Gdy wraz z uczniami i sporym tłumem wychodził z Jerycha, niewidomy żebrak, Bartymeusz, syn Tymoteusza, siedział przy drodze. Ten słysząc, że to jest Jezus z Nazaretu, zaczął wołać: "Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!"

Wielu nastawało na niego, żeby umilkł. Lecz on jeszcze głośniej wołał: "Synu Dawida, ulituj się nade mną".

Jezus przystanął i rzekł: "Zawołajcie go!"

I przywołali niewidomego, mówiąc mu: "Bądź dobrej myśli, wstań, woła cię". On zrzucił z siebie płaszcz, zerwał się i przyszedł do Jezusa.

A Jezus przemówił do niego: "Co chcesz, abym ci uczynił?" Powiedział Mu niewidomy: "Rabbuni, żebym przejrzał".

Jezus mu rzekł: "Idź, twoja wiara cię uzdrowiła". Natychmiast przejrzał i szedł za Nim drogą..

Wiersz 48 mówi, że ludzie stojący wokół niego surowo nakazali mu się uciszyć. Powiedzieli: "Cicho bądź, człowieku! Nie wiesz, kto to jest? Myślisz, że jesteś taki ważny? To żenujące. Zobacz, jak ty się zachowujesz. Nie możesz tak robić".

Potem Pismo święte mówi, że żebrak zaczął krzyczeć jeszcze głośniej. To świetne! Ludzie kazali mu być cicho, a on zaczął krzyczeć jeszcze głośniej!

Gdy krzyczał po raz trzeci, nie dbał już o nic. Padł na twarz, wiedząc, że Jezus to jego jedyny ratunek. Nie miał już w sobie ani krzty dumy. Miał dosyć swojego życia; znalazł się w momencie, gdy krzyczy się do Boga, błagając Go o pomoc.

Jeżeli mamy doświadczyć Boga, musimy znaleźć się w punkcie, gdy będziemy mieć już dosyć naszej sytuacji, gdy nie będzie już nam zależeć, co myślą inni, gdy nie zostanie już w nas ani krzty dumy.

Wiersz 48 mówi, że Jezus usłyszał go i zatrzymał się. Przypuszczalnie rozmawiał z jakąś ważną religijną osobistością, gdy wtem ujrzał, jak niewidomy żebrak kompromituje się w oczach wszystkich. Ludzie pewnie śmiali się i kpili z niego. Jezus powiedział: "Zawołajcie go". Jeśli będziemy wołać i krzyczeć do Jezusa, On nas do siebie przywoła.

Należy tu zwrócić uwagę na pewien szczegół w zachowaniu niewidomego żebraka - on nie szeptał. Stojąc w tłumie nie mówił cicho. Nie dbał o nic, nawet o to, że się wygłupi. Wiedział, że ludzie go wyśmieją, ale miał dość swojego życia i wiedział, że jego ratunkiem jest Jezus.

Jezus nas wysłuchuje, gdy wołamy do Niego. Przywołał do siebie niewidomego żebraka i zapytał go: "Co chcesz, abym ci uczynił?"

Bóg chce, abyśmy wykrzykiwali do Jezusa nasze pragnienia, podobnie jak chciał, żeby ten niewidomy żebrak wykrzyczał swoje. Nie słuchał ludzi, którzy mówili: "Jak śmiesz prosić o coś takiego? Popatrz na siebie. Kim jesteś, aby prosić o to Jezusa?" Nie słuchał słów, że nie jest tego godzien. Był gotów wołać, choćby nawet miał stracić głos. "Rabbuni, żebym przejrzał".

"Idź, twoja wiara cię uzdrowiła" - odpowiedział mu Jezus. Natychmiast odzyskał wzrok i zaczął iść drogą za Jezusem.

Ważne jest, żeby rozumieć, do kogo wołał ten niewidomy żebrak. Nie wołał do Kościoła ani do muzyki, że chce widzieć. Nie wołał do tego nijakiego boga, któremu gwiazdy rocka dziękują pod koniec koncertu albo gdy otrzymują nagrody. Nie wołał do tego przyjacielskiego boga, któremu się dziękuje, gdy wszystko idzie dobrze. Nie wołał do siły życia. Nie wołał do Boga w jego sercu, prosząc go o dar wzroku. Wołał do Jezusa, do konkretnej osoby.

Są ludzie, którzy zatracili zdolność usilnego proszenia. Nie mają jej już w sobie, gdy idą ulicą. Zatracili litość. Zatracili nienawiść do grzechu. Już się go nie boją, lecz są nim zafascynowani. Nie wołają do Jezusa. Zamiast tego szepczą do Niego, bo mówią co innego niż myślą.

Pamiętam wiele sytuacji w moim życiu, kiedy odczuwałem frustrację, a przełom nastąpił dopiero gdy zacząłem wołać. Gdy skończyłem już patyczkować się ze wszystkim, co we mnie tkwiło, i wołałem: "Jezu, mam już dosyć tej sytuacji i proszę Cię, żebyś ją zmienił!"

Gdy tak zawołałem, nastąpił przełom. Nie wtedy, gdy w myślach szeptałem do Boga, nie włączając w to moich emocji. Jezus pragnie dokonać przełomu w naszych sercach: chce, żeby w naszym życiu zapanowała prawda i moc.

Kiedyś skrytykowano mnie za to, że powiedziałem, że pójście za Jezusem jest rzeczą radykalną. "Nie ma pan prawa narzucać wszystkim swojego obrazu Boga. Skoro Bóg taki się panu wydaje, to wcale nie znaczy, że inni widzą Go tak samo".

Nie zgadzam się z tym. Uważam, że przesłanie Jezusa jest radykalne. Możemy przyjąć je albo odrzucić. Jeśli jednak mamy doświadczyć Jego mocy, musimy pozbyć się dumy i wołać do Niego.

Ktoś kiedyś powiedział: "Pokażcie mi kogoś, kto nienawidzi grzechu i pragnie zadowolić Boga ponad wszystko inne, a ja pokażę wam kogoś, kto przewróci świat do góry nogami".

Musimy przestać szeptać. Musimy być podobni do tego niewidomego żebraka. Zapomnieć, mówią nam ludzie, zapomnieć o naszej dumie. Musimy wołać: "Synu Dawida, ulituj się nade mną!".

kliknij aby wrócic