kliknij aby wrócic
Czułem się jak Dorotka z bajki "Czarnoksiężnik z krainy Oz", gdy przez wąską szparę w drzwiach patrzył na mnie facet i zastanawiał się, czy mnie wpuścić. Było około pierwszej w nocy i próbowałem dostać się do "The Fizz", najmodniejszego i najbardziej alternatywnego klubu w Amsterdamie.

Obok mnie stał Bryan Hayes (patrz Dodatek A ). Bryan wiedział, jak ważne jest, żeby nas tam wpuścili, więc zmienił sobie image wykorzystując najnowsze trendy w modzie. Ogolił głowę na łyso, włożył długą wojskową pelerynę i wielkie wojskowe buty. Oczy obrysował ciemnoniebieską konturówką. (Gdy patrzyłem na niego w tą zimną, ponurą noc, przypominał mi Festusa z "Rodziny Adamsów".

Ku memu zadowoleniu drzwi otworzyły się i pozwolono nam wejść. Przy wejściu do klubu stały stoliki, a na nich spray do włosów i kosmetyki do makijażu, z których każdy mógł skorzystać, jeśli w drodze do klubu jego fryzura uległa zniszczeniu. To zdarzało się często, gdyż większość ludzi w Amsterdamie dojeżdża rowerem, a deszcz pada tam często.

Ludzie siadali przy tych stolikach i stawiali sobie włosy na sprayu albo smarowali się obficie konturówką czy czarną szminką. To było bardzo ważne, bo każdy chciał pokazać się w "The Fizz". Wszyscy robili sobie skomplikowane, jak najbardziej alternatywne fryzury, by zrobić wrażenie na innych. Przeszedłem do sali, gdzie ludzie tańczyli, i nawiązałem rozmowę z facetem, którego spotkałem tam tydzień wcześniej.

"Jak ci się tu podoba"? - krzyknąłem.

"Nienawidzę tego miejsca" - odpowiedział mi.

"A jak często przychodzisz"? - zapytałem.

"Co tydzień" - odrzekł..

Problem polega na tym, że do "The Fizz" chodzi się po to, aby poznać ludzi, ale zanim oni zechcą z tobą rozmawiać, musisz wyglądać naprawdę alternatywnie i cool. Jednak "alternatywne" zachowanie polega na udawaniu, że wcale nie chcesz z nikim rozmawiać. Tak więc przesiadują tam ludzie samotni, spragnieni przyjaźni, i zachowują się cool.

Świat daje nam fałszywą wolność jako substytut tej prawdziwej wolności, którą pragnie dać nam Bóg. Większość ludzi myśli, że im bliżej Boga, tym mniej wolnym człowiek się staje, jednak w rzeczywistości jest dokładnie odwrotnie.

Ludzie w "The Fizz" wcale nie bawią się dobrze. Ja natomiast odkryłem, że im bliżej Boga jestem, tym lepiej się bawię. W Ewangelii Św. Łukasza jest napisane, że gdy aniołowie zwiastowali narodzenie Chrystusa, przekazywali światu radosną wieść o narodzeniu Zbawiciela. Ludzie szukają w "The Fizz" radości i przyjaźni. To Bóg, a nie diabeł, stworzył muzykę, taniec, sztukę i kolory, natomiast fałszywe poczucie radości pochodzi od Szatana.

Chrześcijaństwo bez radości nie jest prawdziwym chrześcijaństwem. Gdy byłem jeszcze dzieckiem, nie zawsze wyobrażałem sobie chrześcijan jako ludzi radosnych. Wydawało mi się, że im bardziej ktoś był "uduchowiony", tym bardziej powinien być poważny, spięty i martwy. Dlatego mój kumpel i ja często próbowaliśmy wnieść do kościoła trochę radości.

Ewangelia św. Łukasza 2,10-11

Lecz anioł rzekł do nich: "Nie bójcie się! Oto zwiastuję wam radość wielką, która będzie udziałem całego narodu: dziś w mieście Dawida narodził się wam Zbawiciel, którym jest Mesjasz, Pan".

Gdy byłem jeszcze w szkole średniej, w Minneapolis organizowano latem tak zwane "Como Hymn Sings". W niedzielne wieczory ludzie z wszystkich kościołów gromadzili się w dużym namiocie, aby wspólnie śpiewać.

Mój kumpel Foy i ja chcieliśmy wnieść trochę radości na te spotkania, więc kupiliśmy pudełko z M-80tkami, czyli ćwiartkami lasek dynamitu. Do takiej M-80tki przyczepialiśmy papierosa, aby wybuch nastąpił za dopiero jakieś piętnaście minut. Zapaliliśmy je wszystkie, ukryliśmy w różnych miejscach wewnątrz i na zewnątrz namiotu i czekaliśmy, udając że śpiewamy.

Po około piętnastu minutach, gdy papierosy się wypaliły, M-80tki zaczęły wybuchać, a ludzie wybiegali z krzykiem. Przyjechała policja i próbowała dojść do tego, kto podłożył petardy. Foy i ja tylko się uśmiechaliśmy i śpiewaliśmy dalej, zadowoleni, że dzięki nam nabożeństwo było weselsze.

(Dobra, macie rację. To nie była wyraz radości, lecz młodzieńczego buntu. Ale ta historyjka tak bardzo mi się podoba, że i tak postanowiłem ją wykorzystać, więc proponuję po prostu zignorować powyższy obrazek.)

W środy musiałem chodzić do kościoła na wieczorne nabożeństwa. Wszyscy siadali przy stolikach i modlili się. Gdy dwadzieścia osób modli się równocześnie, brzmi to jak brzęczenie trutnia.

Foy, inni moi kumple i ja usiedliśmy przy jednym stoliku. Nagle wszyscy razem zaczęliśmy naśladować brzęczenie najgłośniej, jak umieliśmy. Chcieliśmy po prostu wnieść trochę radości na spotkania modlitewne.

Nasza relacja z Bogiem powinna wnosić w nasze życie element radości i wpływać na nasze zachowanie. Nie bardzo wiem, co wpływało na zachowanie moich kolegów i moje, ale Ewangelia Św. Mateusza 13:44 mówi:

"Królestwo Boże podobne jest do skarbu ukrytego w roli. Znalazł go pewien człowiek i ukrył ponownie. Z radości poszedł, sprzedał wszystko, co miał, i kupił tę rolę".

Jeśli zrozumiemy, kim jest Bóg, zaczniemy oczywiście zachowywać się inaczej. Jeśli znajdziesz skarb w polu, z pewnością zrobisz wszystko w twojej mocy, żeby kupić to pole i posiąść skarb. Podobnie jeśli zrozumiemy, co oznacza być w relacji z Bogiem, wpłynie to na nasze postępowanie.

Czy byłeś kiedykolwiek zakochany?

Gdy poznałem Jodi, obecnie moją żonę, mieszkałem w Amsterdamie, a ona w innej części Holandii. Ponieważ nie miałem pieniędzy, mogłem do niej dotrzeć wyłącznie autostopem. Pamiętam zwłaszcza jedną noc: było już koło północy, a ja stałem na marznącym zimowym deszczu i próbowałem dojechać do Jodi. Pewnie spytasz, czy byłem zły albo zmartwiony z powodu deszczu. Oczywiście, że nie! Byłem zakochany! Co mnie obchodził deszcz, zimno czy późna godzina. Miałem zamiar dostać się do Jodi nawet gdybym musiał iść na piechotę. Pogoda ani żadne inne okoliczności nie umniejszały mojej radości z tego, że spotkam się z Jodi.

Niedługo potem Jodi przeprowadziła się do Amsterdamu i już nie musiałem jeździć do niej autostopem. Oboje mieliśmy bardzo wiele zajęć, ale mimo to wstawałem rano bardzo wcześnie, żeby zjeść z nią śniadanie. Nie cierpię wstawać wcześnie. Ale czy wtedy mnie to obchodziło? Nie, bo byłem zakochany, więc wstawałem wcześnie, żeby się z nią zobaczyć. Taka właśnie powinna być nasza relacja z Bogiem. Nasza miłość do Boga powinna sprawiać, że z radością będziemy robić coś, czego normalnie nie lubimy.

Nie chodzi tu o płytką, bezmyślną radość. Pewnego razu na Placu Dam w centrum Amsterdamu rozmawiałem z kimś o Indiach. Niedługo przedtem wróciłem z podróży do Indii. Zapytałem tego faceta, jak radził sobie widząc tam biedę i cierpienie na każdym kroku.

"Nie widziałem tam żadnej biedy" - odpowiedział, posyłając mi zmieszane spojrzenie. Nie taką radość, płytką i bezmyślną, pragnie dać nam Bóg. W Liście do Hebrajczyków 12:2-3 są następujące słowa:

"Patrzmy na Jezusa, który nam w wierze przewodzi i ją wydoskonala. On to zamiast radości, którą Mu obiecywano, przecierpiał krzyż, nie bacząc na [jego] hańbę, i zasiadł po prawicy tronu Boga. Zastanawiajcie się więc nad Tym, który ze strony grzeszników taką wielką wycierpiał wrogość przeciw sobie, abyście nie ustawali, złamani na duchu".

Jezusowi nie było łatwo iść na mękę. Powiedział jednak Ojcu, że zgadza się spełnić Jego wolę. W Ewangelii Św. Łukasza 22:42-44 Jezus modli się:

"Ojcze, jeśli chcesz, zabierz ode Mnie ten kielich! Jednak nie moja wola, lecz twoja niech się stanie"! Wtedy ukazał mu się anioł z nieba i umacniał Go. Pogrążony w udręce jeszcze usilniej się modlił, a Jego pot był jak gęste krople krwi, sączące się na ziemię".

Jest tu mowa o tym, że pot Jezusa przed męką był jak gęste krople krwi - oto jak ciężko było Mu stawić czoła rzeczywistości krzyża. Co więc pozwoliło Mu przemóc się i usłuchać woli Ojca? Była to radość, która go czekała. W Ewangelii Św. Łukasza 2:11 aniołowie oznajmiali, że narodził się Zbawiciel:

"Dziś w mieście Dawida narodził się wam Zbawiciel, którym jest Mesjasz, Pan".

Objawienie osobistej relacji ze mną, której pragnie mój Zbawiciel, jest źródłem mej radości.

 

kliknij aby wrócic