kliknij aby wrócic

"Czy to prawda, że jesteście zespołem chrześcijańskim?" - zapytał Jos.

"Tak, prawda" - odpowiedział Bryan (dalszych szczegółów na temat Bryana szukaj w Dodatku A).

"Mam brata w Anglii w znanej wytwórni płytowej. Miałem zamiar przesłać mu taśmę z waszą muzyką, ale skoro jesteście zespołem chrześcijańskim, to nie ma szans!" - odkrzyknął Jos.

"Trudno, niech będzie" - odpowiedział Bryan.

"Czyli wasze przesłanie jest dla was ważniejsze niż kontakt z wytwórnią płytową? - zapytał Jos ze zdumieniem.

"No pewnie!" - odpowiedział Bryan.

Jos odszedł, zdziwiony, a Bryan rozmawiał z Patrickiem, który był tam szefem. Patrick miał pół głowy zupełnie ogolone a dookoła szyi wytatuowany drut kolczasty. Cieszył się tam widocznym szacunkiem i gorliwie popierał anarchię. "Byłoby świetnie, gdybyście zagrali"- powiedział. Gdy posłuchał naszej muzyki, był jeszcze bardziej zadowolony.

"I nie przeszkadza ci, że jesteśmy chrześcijanami?" - zapytał Bryan.

"Nie, o ile będziecie cool" - powiedział Patrick. Bryan obiecał mu, że będziemy cool i przekazał nam radosną wiadomość.

Zdaliśmy sobie sprawę, że prawdziwym cudem było, że mogliśmy wystąpić w tym miejscu z naszym zespołem. Dowiedziałem się, że mieszka tam wielu Cyganów. Za pieniądze faceci tarzali się nagimi plecami po potłuczonym szkle. Miejsce to było również kryjówką członków IRA.?

Wiedziałem, że to możliwe, bo było rzeczą powszechnie wiadomą, że w Amsterdamie członkowie IRA szukają schronienia przed policją. Rozmawiałem z członkiem pewnej grupy hardcore-punkowej, który powiedział mi, że ludzie stamtąd poważnie interesują się okultyzmem. Lokal, w którym mieliśmy zagrać, nazywał się "Ostatni Przystanek" i znajdował się poza centrum Amsterdamu, w dzielnicy zajmowanej przez dzikich lokatorów.

Zanim wejdziesz do jaskini lwa, chcesz się upewnić, że aniołowie zamknęli mu paszczę. Zdałem sobie sprawę, że jeśli mieliśmy tam zagrać, potrzeba nam było ogromnego wsparcia modlitewnego. W jednej z naszych grup, działającej w Amsterdamie w owej słynnej dzielnicy czerwonych świateł, było wielu prawdziwych zapaleńców. Poprosiłem ich więc, żeby przyszli pomodlić się z nami i porozmawiać z ludźmi, którzy przyjdą na koncert. Zgodzili się.

Gdy jechaliśmy do dzielnicy dzikich lokatorów aby przygotować się do koncertu, było już ciemno. To, co ujrzałem, było nie do opisania. Mniej więcej tak wyobrażałem sobie koniec świata. Ludzie mieszkali w starych samochodach i chatach skleconych z rozmaitego złomu.

W samym środku tego wszystkiego znajdował się "Ostatni Przystanek". W rzeczywistości były to dwa stare autobusy przecięte na pół i złączone razem, ze spiętrzonym na nich rozmaitym złomem zamiast dachu. Wchodziło się przez drzwi autobusu, a za nimi był drewniany stopień, po którym schodziło się do baru. Na jednym końcu autobusu znajdowała się "scena", obok której był otwarty kominek, wykonany z cegieł i kawałków zaprawy murarskiej. Na środku stał piec na drewno, zrobiony ze złomu i starych metalowych beczek. Na końcu znajdował się bar, przy którym sprzedawano drinki i marihuanę. Co jakiś czas powiew wiatru posyłał do pomieszczenia chmurę dymu z kominka.

Powitał nas Patrick. Zorganizował ludzi, którzy pomogli nam rozstawić nasz sprzęt i rozwiesić ekran, na którym mieliśmy wyświetlać teksty utworów.

Przed nami miał wystąpić zespół o nazwie "Doberman Gang". Zawsze lubię występować z innymi zespołami, bo to podkreśla całą odmienność naszego przesłania.

Gdy "Doberman Gang" skończył grać, przygotowaliśmy się do występu. Choć znaleźliśmy się w dość nieprzyjemnym miejscu, czułem w sobie prawdziwy pokój. Rozpoczęliśmy nasz koncert pieśnią uwielbienia bez akompaniamentu, a potem zaczęliśmy grać. Wszyscy wyglądali na ogłuszonych i tylko się na nas gapili. Po utworach nie klaskali, lecz tylko patrzyli na nas z wyrazem zdziwienia na twarzach. Czuliśmy się trochę nieswojo, bo nie byliśmy pewni, czy nasze przesłanie do nich dociera. Tak więc toczyła się duchowa walka, bo nasze przesłanie było tolerowane, lecz nie do końca przyjęte..

EWANGELIA WG ŚW. MATEUSZA 5,13-16

"Wy jesteście solą dla ziemi. Lecz jeśli sól utraci swój smak, czymże ją posolić? Na nic się już nie przyda, chyba na wyrzucenie i podeptanie przez ludzi. Wy jesteście światłem dla świata. Nie może się ukryć miasto położone na górze. Nie zapala się też światła i nie stawia pod korcem, ale na świeczniku, aby świeciło wszystkim, którzy są w domu. Tak niech świeci wasze światło przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie."".

Tuż przed zakończeniem koncertu podziękowałem im za to, że pozwolili nam zagrać i powiedziałem, że dzięki Jezusowi wszyscy jesteśmy wolni. W czasie gdy graliśmy nasz ostatni utwór, jedni śmiali się i drwili, a inni gapili się tylko. Gdy składaliśmy sprzęt, wokalista tamtego zespołu powiedział, że naprawdę się cieszy, że zobaczył występ zespołu, który w coś wierzy. Długo z nim rozmawiałem i zabrałem go do naszej łodzi za Dworcem Centralnym, gdzie urządzaliśmy nasze spotkania biblijne.

Tego wieczora nasi ludzie rozmawiali o Bogu z mnóstwem ludzi z "Ostatniego Przystanku". Wydawało się jednak, że Bóg pragnie, abyśmy okazali im miłość w sposób bardziej praktyczny. Powiedzieliśmy im o Bożej miłości, a teraz oni chcieli się o niej przekonać. Podzieliłem się tą uwagą z naszymi ludźmi i wszyscy się ze mną zgodzili. Przeznaczyliśmy więc składkę zebraną podczas środowego spotkania biblijnego na zakup żywności dla ludzi z "Ostatniego Przystanku". W sumie zebraliśmy dla nich 350 dolarów, co było dla nas bardzo dużą sumą, oraz koce.

Kilkoro ludzi z naszej grupy upiekło ciasto i przygotowało inne smakołyki. Gdy nasza delegacja wraz z podarunkami pojawiła się w "Ostatnim Przystanku", Patrick o mało nie upadł z wrażenia. "Zupełnie jak na Boże Narodzenie!" - powiedział. Widać było, że był wzruszony, i od tej pory ludzie z "Ostatniego Przystanku" zaczęli przychodzić do naszej łodzi.

Bóg przypomniał mi, że moja miłość powinna mieć wymiar praktyczny. Jezus okazał nam swą miłość, a ja muszę robić to samo.

kliknij aby wrócic