kliknij aby wrócic

(Miałem zamiar zamieścić w tym rozdziale "naklejkę-zdrapkę" do powąchania, lecz wydawca powiedział, że to by za dużo kosztowało. Więc Ton narysował taką "zdrapkę", która wygląda całkiem nieźle, ale nie spełnia swojej funkcji).

Było rzeczą dość niezwykłą, że w klubie First Avenue, a zwłaszcza w Sali Głównej, miał się odbyć chrześcijański koncert. W czasie gdy tam graliśmy First Avenue był jednym z najbardziej liczących się klubów w środkowo-zachodniej części Stanów Zjednoczonych. Wystąpiły tam wszystkie ważniejsze zespoły muzyczne. Jeden z moich przyjaciół powiedział mi, że był tam kiedyś na koncercie U2. Prince kręcił w tym klubie ujęcia do filmu "Purple Rain".

Podczas koncertu przedstawialiśmy na scenie współczesną wersję ukrzyżowania Chrystusa. Były tam pewne dwie dziewczyny, które przyszły na dyskotekę, planowaną po naszym koncercie. Natychmiast zorientowały się, że jesteśmy zespołem chrześcijańskim i zaczęły kpić i naśmiewać się z nas. Perkusista zespołu, który wystąpił przed nami, zauważył to i zapytał, z czego się śmieją. Odpowiedziały, że z "tej głupiej chrześcijańskiej grupy". Powiedział im więc, żeby uważały, bo to o czym mówimy to nie jest żart i wskazał na barmana za barem, który mocno się trząsł. Drżał tak bardzo, że prawie nie mógł pracować. Gdy po koncercie przemawiałem, barman zaczął trząść się jeszcze bardziej, bo moc Ducha Świętego wypełniła klub. To tak bardzo przeraziło dziewczyny, które przedtem się z nas naśmiewały, że po koncercie podeszły i modliły się z nami.

Miesiąc później znalazłem się w więzieniu Bruchsal, jednym z najlepiej strzeżonych więzień w Niemczech. Wszyscy więźniowie odbywają tam kary za najgorsze przestępstwa, połowa z nich za morderstwo i tym podobne rzeczy. Wielu odsiaduje wyroki dożywotnie.

Jeden z więźniów, odbywający tam karę za morderstwo, podszedł do przodu na oczach współwięźniów. Wcześniej zaprosiłem do przodu tych, którzy chcieli pomodlić się do Jezusa, aby odmienił ich życie. Podszedł, choć wiedział, że za takie wystąpienie inni więźniowie pobiją go potem w celi. Moc Ducha Świętego dotknęła go tak mocno, że poczuł jak Bóg go uzdrawia i przebacza mu jego dawne winy. Od tej chwili stał się zupełnie innym człowiekiem i zaczął głosić w więzieniu Słowo Boże. Mógłbym tu podać wiele innych podobnych przykładów, kiedy to byłem świadkiem działania tej zadziwiającej mocy, kryjącej się w imieniu Jezus..

Skoro w imieniu Jezus kryje się tak wielka moc, to dlaczego czujemy się tacy bezsilni? Dlaczego Kościół w oczach świata spokorniał i wyszedł z mody? Świat nie milczy na temat rzeczy, w które wierzy - dlaczego więc czyni to Kościół? Kiedy Kościół wreszcie wyjdzie z ukrycia? Musimy być gotowi mówić ludziom o Jezusie i trwać w jego mocy. Musimy być gotowi na ryzyko życia wypełnionego pasją.

W Ewangelii Św. Marka 5:1-20 jest opowieść o człowieku, który mieszkał w grobach. Był to przerażający człowiek, opętany i tak uciążliwy dla ludzi z miasta, że próbowali krępować go za pomocą pęt i łańcuchów.

Ranił się kamieniami i krzyczał. Ludzie próbowali wiązać go łańcuchami, ale on ciągle je zrywał. (Brzmi to zupełnie jak opis wokalisty zespołu, z którym kiedyś występowaliśmy).

Był zupełnie jak ludzie, którzy dziś przypalają, tatuują i przekłuwają sobie różne części ciała. Ostatnim krzykiem mody w Amsterdamie jest teraz przypalanie i robienie sobie blizn na ciele, o czym dowiedziałem się będąc tam ostatni raz.

Podobnie było z człowiekiem, który mieszkał w grobach. Był sfrustrowany i zraniony. Może powiedziano mu, jak dziś mówi się wielu ludziom, że jest nic nie wart. Może nigdy nie zaznał ojcowskiej miłości. Kaleczył się więc kamieniami i krzyczał. Poprzez swoje rany otwierał się na działanie sił nieczystych, a one nim zawładnęły.

Gdy człowiek ten zobaczył Jezusa, po raz kolejny zerwał łańcuchy, wybiegł z cmentarza i pobiegł z krzykiem w Jego kierunku. Jezus zobaczył więc, jak biegnie ku niemu człowiek opętany. Musiał być to widok dość przerażający - człowiek opętany, z zerwanymi łańcuchami, ociekający krwią, biegnący od strony cmentarza. (Gdyby dodać jeszcze trochę dymu, wyglądałoby to zupełnie jak scena z horroru o nożowniku). Wrzeszcząc i plując, pędem zbliżał się ku Jezusowi.

I co byś zrobił w podobnej sytuacji na miejscu Jezusa? Odpowiedź jest oczywista - pewnie byś uciekł. Lecz jeśli mamy prowadzić to życie wypełnione pasją, które Bóg chce nam dać, nie musimy bać się człowieka z cmentarza.

Jedną z największych głupot, jakie mówi się ostatnimi czasy o duchowej walce jest to, że należy się modlić w pewien konkretny sposób lub przestrzegać w modlitwie określonego porządku, bo wtedy dopiero Bóg może nas strzec, albo że wymawianie określonych słów chroni nas przed działaniem otaczających nas sił zła.

Jeżeli ktokolwiek zdaje sobie sprawę z tego, że dookoła nas naprawdę działają siły zła, to właśnie ja. Wiele już razy przekonałem się osobiście, jak rzeczywisty jest świat duchowy.

Pamiętam jeden koncert, podczas którego człowiek opętany wskoczył na scenę i zaczął zbliżać się do jednego z członków naszego zespołu. To bardzo mnie zaniepokoiło, bo miałem już przykre doświadczenia z takimi ludźmi. Niekiedy rozpalali małe ogniska z napisanych przez nas materiałów albo stojąc na scenie oddawali mocz. (Nie byłoby to takie złe, gdyby celowali w ogniska, bo wytworzyłaby się para i nie musielibyśmy wypożyczać specjalnych maszyn wytwarzających dym.) Wówczas ktoś z zespołu podszedł do tego człowieka, spojrzał mu w oczy i powiedział: "Spokój, w imię Jezusa!"

Ewangelia wg św. Marka 5,1-20

Przybyli na drugą stronę jeziora do kraju Gerazeńczyków. Ledwie wysiadł z łodzi, zaraz wybiegł Mu naprzeciw z grobów człowiek opętany przez ducha nieczystego. Mieszkał on stale w grobach i nawet łańcuchem nie mógł go już nikt związać. Często bowiem wiązano go w pęta i łańcuchy; ale łańcuchy kruszył, a pęta rozrywał, i nikt nie zdołał go poskromić. Wciąż dniem i nocą krzyczał, tłukł się kamieniami w grobach i po górach.
Skoro z daleka ujrzał Jezusa, przybiegł, oddał Mu pokłon i zawołał wniebogłosy: "Czego chcesz ode mnie Jezusie, Synu Boga Najwyższego? Zaklinam Cię na Boga, nie dręcz mnie!" Powiedział mu bowiem: "Wyjdź, duchu nieczysty, z tego człowieka".
I zapytał go: "Jak ci na imię?"
Odpowiedział Mu: "Na imię mi Legion, bo nas jest wielu". I prosił Go na wszystko, żeby ich nie wyganiał z tej okolicy.
A pasła się tam na górze wielka trzoda świń. Prosili Go więc: "Poślij nas w świnie, żebyśmy w nie wejść mogli". I pozwolił im. Tak duchy nieczyste wyszły i weszły w świnie. A trzoda około dwutysięczna ruszyła pędem po urwistym zboczu do jeziora. I potonęły w jeziorze. Pasterze zaś uciekli i rozpowiedzieli to w mieście i po zagrodach, a ludzie wyszli zobaczyć, co się stało. Gdy przyszli do Jezusa, ujrzeli opętanego, który miał w sobie "legion", jak siedział ubrany i przy zdrowych zmysłach. Strach ich ogarnął. A ci, którzy widzieli, opowiedzieli im, co się stało z opętanym, a także o świniach. Wtedy zaczęli Go prosić, żeby odszedł z ich granic.
Gdy wsiadł do łodzi, prosił Go opętany, żeby mógł zostać przy Nim. Ale nie zgodził się na to, tylko rzekł do niego: "Wracaj do domu, do swoich, i opowiadaj im wszystko, co Pan ci uczynił i jak ulitował się nad tobą". Poszedł więc i zaczął rozgłaszać w Dekapolu wszystko, co Jezus z nim uczynił, a wszyscy się dziwili.

I w którym miejscu Pisma Świętego są użyte słowa: "Spokój, w imię Jezusa!?" Nasz człowiek miał wpływ na opętanego nie dzięki słowom, których użył, lecz dzięki swojej relacji z Bogiem. Opętany natychmiast zamarł i przestraszył się. Potem bez żadnych dalszych incydentów opuścił scenę.

Gdy mamy w sobie śmiałość wypływającą z relacji z Jezusem, mamy pewną moc nad siłami zła napotykanymi na naszej drodze. Nie wypływa ona z konkretnych słów czy z faktu, że modlimy się w określony sposób. Władzę nad siłami zła mamy dzięki relacji z Jezusem. Słowo Boże mówi: "Ten, który jest w nas jest większy niż ten, który jest w świecie". Jeśli żyje we mnie Jezus i jeśli wzywa mnie, abym gdzieś poszedł, to czy to będzie miejsce spotkań terrorystów, czy scena na festiwalu anarchistów, czy jakakolwiek inna "jaskinia lwa", nie będę się bać, bo jestem w relacji z Nim - tak jak Jezus nie bał się człowieka z cmentarza.

Tak więc Jezus zaczął natychmiast wypędzać demony z tego człowieka. Prosiły Go, żeby pozwolił im wstąpić w stado świń. Jezus zgodził się. Wszystkie demony wystąpiły więc z tego człowieka i weszły w stado świń pasących się nieopodal.

W Ewangelii Św. Marka 5:13 jest mowa o tym, jak około dwutysięczna trzoda świń ruszyła pędem po urwistym zboczu do jeziora i utonęła w nim.

I jakiej spodziewałbyś się reakcji ludzi z miasta? Czyż nie powinni być zadowoleni? Facet, który przedtem nie dawał im w nocy spać, straszył ich dzieci, zrywał łańcuchy, mieszkał na cmentarzu, był teraz kompletnie ubrany i całkowicie normalny. Pomyślałbyś, że to ich uradowało. Ale ich reakcja była inna od spodziewanej.

W wierszu 17 jest mowa o tym, że ludzie ci zaczęli prosić Jezusa, żeby odszedł z ich granic. I to nie tylko prosili, ale wręcz błagali Go, żeby odszedł.

Dlaczego zareagowali właśnie tak? Myślę, że odpowiedź jest oczywista - kochali świnie bardziej niż ludzi. Tak więc i ty powinieneś zadać sobie pytanie: "O co dbam bardziej, o świnie czy o ludzi?" Wiem, że wielu z was czytających tę książkę poczuje w tym momencie ulgę. Pomyślicie sobie: "Ten rozdział nie jest adresowany do mnie, bo ja nie mam świń".

Jest jednak wiele rodzajów świń.

ŚWINIA PIERWSZA - ZWIĄZEK Z DRUGĄ OSOBĄ

Pewnego razu idąc ulicą w Amsterdamie doznałem bardzo silnego wrażenia, że powinienem wrócić do swojego pokoju. Nie zdarza mi się to często, ale wtedy poczułem to bardzo mocno. Odwróciłem się więc, wróciłem do domu w którym mieszkałem, poszedłem do mojego pokoju i ukląkłem przy łóżku, ciągle nie wiedząc po co to robię.

Pamiętam, że zaraz potem zacząłem się modlić i poczułem, że Bóg chce, abym mu powiedział, że jestem gotów spędzić życie samotnie, nie zakładając rodziny. Ze szczerością tak wielką, na jaką mogłem się wówczas zdobyć, powiedziałem Panu Bogu, że jestem gotów pozostać sam do końca życia. Trzy dni później poznałem Jodi, która potem została moją żoną.

Wiem, że wielu z was czytających tę książkę chciałoby odłożyć ją i spróbować tego osobiście. Nie w tym jednak rzecz. Chodzi o to, żeby "świnia", czyli związek z drugą osobą, utonęła. Ilu już ludzi odrzuciło całe swe duchowe dziedzictwo dla związku z drugą osobą. Ilu moich przyjaciół, w czasach studenckich pełnych marzeń i wizji o szczęściu, zamieniło swe życie w zupełną ruinę z powodu związku z drugą osobą.

Wielu ludzi odrzuca całe to niezwykłe życie, które Bóg dla nich przygotował, bo nie chcą stawić czoła "świni" zwanej związkiem z drugą osobą. Bóg chce nam ofiarować wielkie duchowe dziedzictwo i jeśli nie chcemy ryzykować jego utraty, musimy być gotowi podporządkować nasze związki relacji z Nim.

Niektórzy są przekonani, że mogą bawić się w związki z nie -chrześcijanami i że przez to skłonią ich do nawiązania głębokiej relacji z Bogiem. Albo Bóg powołuje cię do działalności misyjnej, a ty angażujesz się w związek z kimś, kto nie podziela tego powołania. Łudzisz się, że w końcu ta druga osoba je poczuje, więc zaangażowanie się w poważny związek z nią jest zupełnie w porządku. Strzeż się jednak. Stoisz przed niebezpieczeństwem poświęcenia swego dziedzictwa dla związku z drugą osobą. "Świnia" ta musi spaść z urwiska.

ŚWINIA DRUGA - POCZUCIE BEZPIECZEŃSTWA

Jeżeli chcesz otrzymać dziedzictwo, które Bóg ci ofiarowuje, "świnia" ta musi zlecieć z urwiska. Musisz być gotowy wyjść poza strefę własnego bezpieczeństwa i udać się tam, gdzie skieruje cię Bóg. Wielu przychodziło już do mnie mówiąc, że chcą pełnić wolę Bożą w swoim życiu, a potem przedstawiali mi całą listę warunków, które muszą być spełnione: muszą być blisko rodziny, zostać w swoim kraju czy mieście, grać swoją muzykę, pracować z tymi czy innymi ludźmi. Dopóki jednak nie jesteś gotowy zrobić wszystko, o co Bóg cię poprosi, stoisz przed niebezpieczeństwem odrzucenia swego duchowego dziedzictwa.

Na samym początku, gdy zamieszkałem w centrum Amsterdamu, było mi bardzo ciężko. Tak bardzo tęskniłem za rodziną w Ameryce, że czasami leżąc w łóżku czułem ból niemal fizyczny. Skoro jednak chciałem mieć to wszystko, co Bóg dla mnie przeznaczył, musiałem być gotów doświadczać czasem niepewności i zapłacić cenę za wypełnianie woli Bożej w moim życiu. "Świnia" zwana poczuciem bezpieczeństwa musiała spaść z urwiska.

ŚWINIA TRZECIA - DUMA

Na początku naszego wspólnego życia w Amsterdamie Jodi i ja żyliśmy bardzo skromnie. Bóg zesłał nam pracę polegającą na sprzątaniu. Podczas moich wizyt w Stanach spotykałem się z przyjaciółmi, którzy robili karierę, kupowali domy i samochody. Potem wracałem do naszego niedużego wynajętego mieszkanka w Amsterdamie, gdzie oboje z żoną zarabialiśmy na chleb pracując jako sprzątacze.

Czasami byłem sfrustrowany i modliłem się: "Panie, przecież skończyłem studia, Jodi też, a teraz tylko sprzątamy w Amsterdamie. Czy po to studiowałem, aby teraz sprzątać?" Oczami wyobraźni widziałem wszystko to, co robią moi przyjaciele w Stanach. I wtedy czułem, że Bóg pyta mnie: "Czy jesteś gotów pracować dla mnie jako sprzątacz, jeśli o to cię proszę?"

Jeżeli chcesz otrzymać dziedzictwo dane ci przez Boga, "świnia" zwana dumą musi spaść ze skały.

ŚWINIA CZWARTA - AKCEPTACJA

Jeżeli chcesz doświadczyć całej pełni tego, co Bóg ma dla ciebie, musisz godzić się na bycie oplutym, wyśmianym, wyszydzonym i ośmieszonym. Jeżeli w twoim życiu najważniejszą rzeczą jest akceptacja ze strony ludzi, nigdy nie będziesz w stanie dokonać dla Boga wielkich rzeczy.

Ilu spośród twoich znajomych zgodziło się na rzeczy drugorzędne, bo nie chcieli pozwolić "świni" zwanej akceptacją zlecieć z urwiska?

ŚWINIA PIĄTA - "LUDZIE W MOIM TYPIE"

"Gdyby tylko Bóg zechciał mnie posłać do ludzi podobnych do mnie! Bóg na pewno nie zechce, żebym pracował z tamtymi ludźmi, bo nie są w moim typie i nie czuję się wśród nich dobrze". Jeżeli myślisz w podobny sposób, być może uniemożliwiasz Bogu dokonanie wielkich rzeczy w twoim życiu.

Drezno jest ośrodkiem ruchów neonazistowskich w Europie. Czy wiesz, kto prowadzi jeden z najlepiej działających punktów ewangelizacyjnych dla neonazistów w Dreźnie?

Babcia! I wcale nie wygląda jak punk albo skinhead. Nosi zwyczajne, babcine sukienki i babciną fryzurę. I prowadzi w Dreźnie jeden z najlepszych ośrodków ewangelizacyjnych dla neonazistów i punków.

Wielu ludzi nie pozwoliło Bogu dokonać w ich życiu cudownych rzeczy, bo powiedzieli: "Ci ludzie nie są w moim typie", zamiast "Pójdę do wszystkich ludzi, do których mnie poślesz, Panie, zgadzam się, tylko mi ich wskaż!"

Nie chodzi tu więc o to, co odczuwam widząc ludzi zagubionych, lecz o to, co czuje Bóg. Czy jestem więc gotów podzielać ból Jego złamanego serca nad każdym, do kogo mnie pośle? "Świnia" pod nazwą "ludzie w moim typie" musi spaść z urwiska.

ŚWINIA SZÓSTA - PIENIĄDZE (patrz rozdział 3)

ŚWINIA SIÓDMA - PRYWATNOŚĆ

Nigdy nie będziesz mógł doświadczyć tego, co przeznaczył dla ciebie Bóg, jeżeli nie będziesz gotów zrzucić z urwiska "świni" zwanej prywatnością. Gdy Jodi i ja przeprowadziliśmy się po ślubie do Europy, zamieszkaliśmy w maleńkim pokoiku, który zamiast drzwi miał tylko koc. Toaletę musieliśmy dzielić z pięćdziesięcioma innymi mieszkańcami tego budynku. Ludzie tak po prostu wchodzili do naszego pokoju, bo nie było drzwi, do których mogliby zapukać. Mogłem wtedy powiedzieć: "Panie, dopiero co wzięliśmy ślub i potrzeba nam prywatności. Chyba nie chcesz, żebym żył w taki sposób". Mogłem się na to nie zgodzić. Ale jeśli chcieliśmy z Jodi doświadczyć tego, co pragnął dać nam Bóg, musieliśmy pozwolić "świni" zwanej prywatnością utonąć.

Wielu ludzi nie chce powiedzieć Bogu "tak", bo nie chce zrezygnować ze swej prywatności. Gdybym wówczas nie zgodził się na rezygnację z mojej, nigdy nie doświadczyłbym tego cudownego życia, które Bóg pragnął mi ofiarować.

Jaka "świnia" powstrzymuje ciebie przed mówieniem ludziom o Jezusie?

kliknij aby wrócic