 |
 |
| Gdy przyjechaliśmy
do Norymbergi w Niemczech, miałem gorączkę i czułem się bardzo źle. Serce
mi waliło i byłem bardzo osłabiony. Zgodnie z planem mieliśmy zagrać w Kommie.
Komm był w owym czasie słynną siedzibą komunistów i innych grup kontr-kulturowych.
Przesiadywali tam skini, członkowie organizacji młodzieżowej popierającej
przemoc i idee neofaszystowskie. Fani rocka i muzyki psychodelicznej bili
się tam ze skinami i punkami. Po raz pierwszy odkąd organizator sięgał pamięcią
miał tam zagrać zespół chrześcijański. |
|
Gdy wieczorem rozstawialiśmy
sprzęt, do Kommu przyszło paru skinów. Chcieli zabić naszego ówczesnego
gitarzystę, Bryana Hayesa. Dla Bryana nie było nowością, że ktoś chciał
go zabić (patrz obok). Szczęśliwie dla Bryana, skini rozmyślili się i
postanowili go nie zabijać. Widocznie wzięli go za kogoś innego.
|
PRÓBY
ZABICIA BRYANA
- PRZYKŁAD 111
Cały nasz zespół oraz moja żona i dwaj synowie wysiedliśmy właśnie z naszej
furgonetki we Wrocławiu. Z drugiej strony ulicy podszedł do nas ogromny
punk i zadał Bryanowi cios głową. Tak bez żadnej przyczyny; nic jeszcze
nie zdążyliśmy zrobić. Facet już z wyglądu wydawał się zły i zupełnie bez
powodu walnął Bryana głową. |
| Skini mieli
noże z wysuwanym ostrzem i chcieli nam zaimponować ich ostrością. Wycinali
sobie nimi obrazki na ramionach - wpuszczali ostrze noża płytko pod powierzchnię
skóry i w ten sposób powstawało zadrapanie. Jeden z nich wyciął sobie trójkąt.
Nie wiem, co próbował sobie wyciąć ten drugi, bo nie był tak utalentowany
jak ten pierwszy. |
 |
| -
Hej, patrzcie co umiem!- krzyknął jeden ze skinów. Chwycił butelkę po piwie
i rozbił ją sobie na czole. Potem skini stanęli w odległości trzech metrów
od siebie i jeden pluł, a drugi łapał to swymi ustami. W tym czasie my staraliśmy
się zachować spokój i dalej rozstawialiśmy sprzęt. Próbowaliśmy zachowywać
się tak, jak gdyby to, co robili, było dla nas rzeczą najzupełniej normalną. |
PRÓBY
ZABICIA BRYANA
- PRZYKŁAD 112
Kiedyś, po jednej z prób naszego zespołu, poszliśmy w Amsterdamie do kafejki
pod nazwą Egg Cream. Było to miejsce, w którym przesiadywali hippisi New
Age, a my lubiliśmy tam chodzić, bo jedzenie było tam tanie. Siedzieliśmy
sobie właśnie i jedliśmy, gdy nagle facet siedzący przy stoliku naprzeciw
nas spojrzał na Bryana i zapytał go: "Masz jakiś problem?! Dlaczego tak
na mnie patrzysz?" Chciał się bić z Bryanem od razu w lokalu. |
|
"Na takich koncertach
świetnie się bawimy" - powiedzieli.
"Tak? Czemu?" - spytałem.
"Chwytam mojego kumpla
za pas" - powiedział jeden z nich. Ten większy chwycił mniejszego za pas
i zaczął okręcać go wokoło. "Potem on prostuje nogi i kopie ludzi po głowach"
- dodał.
|
 |
|
"No to zapowiada nam
się świetny koncert" - pomyślałem sobie. "Przyjdzie dziś dużo ludzi" -
ciągnął dalej - "Skini, punki, rockmeni. I nienawidzą Amerykanów".
Nadszedł czas rozpoczęcia
koncertu. W hali było około stu pięćdziesięciu ludzi. Wydaje się, że to
niewiele. Lecz kiedy są to skini, punki i rockmeni, wygląda to jak ogromny
tłum.
Gdy nas zespół zebrał
się na modlitwie przed koncertem, czułem się źle. Miałem pietra, żeby
nie powiedzieć więcej. Jeżeli mieliśmy oddać chwałę Bogu, strach był naszą
główną przeszkodą do pokonania tej nocy. Już wcześniej wielokrotnie stawałem
przed barierą strachu. Wtedy okazuje się, jaka naprawdę jest twoja wiara.
W sytuacjach takich jak ta naszemu zespołowi pomagały słowa Św. Pawła
z I Listu do Koryntian 2:1-5:
"Tak też i ja przyszedłszy
do was, bracia, nie przybyłem, aby błyszcząc słowem i mądrością głosić
wam świadectwo Boże. Postanowiłem bowiem, będąc wśród was, nie znać niczego
więcej, jak tylko Jezusa Chrystusa, i to ukrzyżowanego. I stanąłem przed
wami w słabości i bojaźni, i z wielkim drżeniem. A mowa moja i moje głoszenie
nauki nie miały nic z uwodzących przekonywaniem słów mądrości, lecz były
okazywaniem ducha i mocy, aby wiara wasza opierała się nie na mądrości
ludzkiej, lecz na mocy Bożej."
|
|
Słowa te dotyczą całego
zagadnienia strachu. Szczególnie ważny jest werset trzeci. "I stanąłem
przed wami w słabości i bojaźni, i z wielkim drżeniem." Jest to bardzo
dobry opis naszych odczuć w tamtej chwili. I to nie wszystko. Popatrzcie
na werset czwarty i piąty. Jego przesłanie zostało potwierdzone poprzez
Bożą moc.
Uświadomiłem sobie,
że Bóg nie chce, abym żył w strachu. Dlatego często modlimy się za siebie,
aby uwolnić się od strachu. Bóg chciał też, abym był gotów modlić się
inaczej. Modliłem się więc: "Panie, nawet gdy moje kolana się trzęsą i
drży mi głos, i gdy nie wiem co powiedzieć, pomóż mi pełnić Twoją wolę".
|
 |
PRÓBY
ZABICIA BRYANA
- PRZYKŁAD 113
Pewnego razu Bryan szedł sobie ulicą w Amsterdamie. Facet, który przejeżdżał
obok furgonetką, wyciągnął rękę i tak zwyczajnie, bez żadnego powodu, walnął
Bryana w głowę i odjechał. |
|
Jeśli Bóg chce za
moim pośrednictwem dokonać jakichkolwiek ważnych rzeczy, nadejdzie czas
mojej konfrontacji ze strachem. Wtedy właśnie zacznę żyć prawdziwą wiarą.
Wcale nie potrzeba
wielkiej wiary, żeby powiedzieć: "Panuję nad tą sytuacją. Z tym sobie
poradzę". Wiara zaczyna się wtedy, gdy uświadamiasz sobie, że bez Bożej
pomocy na pewno nie dasz sobie rady. Wiara to stanięcie w słabości i całkowite
uzależnienie się od Boga. Dopiero wówczas ludzie dostrzegają Bożą moc,
i tylko ona działa w takich sytuacjach.
Taką właśnie sytuacją
był nasz koncert w Norymberdze. Potrzebowaliśmy, żeby Bóg okazał Swoją
moc. Potrzebowaliśmy prawdziwego Jezusa, a nie Jezusa-filozofa czy Jezusa-teologa.
"Panie, nie ma znaczenia,
jak źle się czuję i jak bardzo się boję; nie pozwolę, aby strach panował
nade mną. Wyjdę tam w całej mojej słabości. Musisz okazać Swoją moc, bo
inaczej zginiemy".
|
| Wszystkie
nasze teksty zostały przetłumaczone na niemiecki i wyświetlone na ekranie.
Gdy koncert się zbliżał, zastanawialiśmy się, jak najlepiej rozpocząć nasz
program. |
PRÓBY
ZABICIA BRYANA
- PRZYKŁAD 114
Ja też kiedyś chciałem zabić Byana. Bez żadnej konkretnej przyczyny, po
prostu nagle naszła mnie taka ochota. |
|
Wybraliśmy pieśń pochwalną
"Chwalimy i wielbimy Cię Panie" śpiewaną a-capella. Ukląkłem na scenie
z zamkniętymi oczami i gdy śpiewałem, wyobraziłem sobie jak czyjś but
kopie mnie w głowę. Rozpoczęliśmy nasz koncert.
Jak już wcześniej
wspomniałem, byłem chory i miałem gorączkę. Gdy zaczęliśmy grać, czułem
się silniejszy niż kiedykolwiek. Moc Boża była z nami i czułem obecność
Ducha Świętego na widowni. W tym tłumie punków, skinów i rockmenów przez
cały koncert nie było żadnego zamieszania. Żadnych bójek, żadnego slam
dance, nic zupełnie. Ludzie stali spokojnie, słuchali muzyki i czytali
teksty piosenek. Jeżeli znasz to środowisko, wiesz zapewne, że to był
prawdziwy cud.
Po koncercie przez
prawie dwadzieścia minut przemawiałem do nich, a oni słuchali. Tego wieczora
jedna dziewczyna z grupy punków oddała swoje serce Jezusowi, a wielu innych
rozmawiało z nami o naszym przesłaniu.
Podczas koncertu czułem
się w pełni sił. Po jego zakończeniu znowu byłem chory. Bóg chciał mi
chyba przypomnieć, że to nie były moje własne siły.
Rok później znowu
zagraliśmy w Kommie i nasze przeżycia były podobne. Po tym koncercie nasz
perkusista pomógł jednemu z młodych ludzi odnaleźć drogę do Jezusa.
|
 |