|
Davida Pierce'a poznałem
w Jarocinie w 1987 roku. Lider punkowego No Longer Music był człowiekiem,
którego Pan Bóg ewidentnie postawił na mojej drodze życia. To właśnie
na jego koncercie oddałem swoje życie Jezusowi, a kilka lat później dokonałem
dzięki Davidowi jednej z najważniejszych decyzji w moim życiu - decyzję
o założeniu chrześcijańskiej kapeli, w której razem z braćmi będę mógł
modlić się przed koncertami. Moje pragnienie zmaterializowało się w postaci
2 Tm 2,3.
David to mój wielki
przyjaciel, taki, jakich ma się w życiu niewielu, czasem wcale. Jest dla
mnie przykładem człowieka, który radykalnie żyje Bogiem, codziennie studiuje
Pismo Święte i jest zawsze otwarty na działanie Ducha Świętego. On pierwszy
pokazał mi jak bardzo słowa Biblii odnoszą się do mojego życia, kiedy
stanąłem w sytuacji życiowego rozdarcia i nie wiedziałem za bardzo co
mam robić, czy grać ze starym składem Houka czy nie? Opowiedział mi wtedy
katechezę o Samsonie, którego do zguby doprowadziła sytuacja, że jedną
nogą stał przy Bogu, drugą na świecie (Dalila). Niczego więcej mi nie
sugerował. Ale dla mnie był to wtedy przełom - łaska zrozumienia oświetliła
na moment moje życie i wyraźnie dostrzegłem, co mam zrobić.
Tak naprawdę Pismo
Święte zaczęło stawać się dla mnie pokarmem, gdy wstąpiłem na drogę neokatechumenalną.
Zacząłem wtedy bardzo konkretnie doświadczać, że problemy ludzi Biblii
są także moimi problemami. Sytuacja Abrahama, który stanął przed wielkim
wyzwaniem - moją sytuacją. Postawa niewiernego Tomasza - moją postawą,
szczególnie gdy nie mogłem do końca uwierzyć w cud Eucharystii. A apostołowie,
którzy nie mogli wytrwać w Ogrójcu na modlitwie i uciekli spod krzyża
- czy to nie był także mój problem?
Tak więc stopniowo
zacząłem wchodzić i wchodzę do dzisiaj w świat wiary, który Pan Bóg roztacza
przede mną poprzez swoje Słowo. Widzę jak zmienia ono moją mentalność.
Gdy Jezus zwraca się w Ewangelii do faryzeuszów, myślałem kiedyś - jacy
oni tępi i głupi! Teraz widzę, że to często właśnie do mnie mówi Jezus,
a jego Słowo nie osądza kogoś innego, ale właśnie mnie. Osądza, ale i
daje nadzieję, że Pan Bóg pomimo to bardzo mnie kocha, wie jaki naprawdę
jestem i ciągle daje mi szansę na nawrócenie. Jestem pewien, że pomimo
mojej grzesznej natury tylko w Bogu jest moja jedyna nadzieja. W nim tylko
odnajdę szczęście i pokój. I wiem, że jest to proces. Pan Bóg daje na
to każdemu wystarczająco dużo czasu.
David powiedział mi
kiedyś, że Jezus Chrystus bardzo zwracał uwagę na komunikatywność swoich
słów. Do rybaków mówił przypowieści o rybach i sieciach, do rolników o
ziarnie, owcach i pasterzach. Czy dzisiaj młodzi ludzie żyjący w wielkich
miastach są w stanie zrozumieć te historie, gdy ewangeliczną owcę i ziarno
widzą tylko pod postacią zaprawionego ostrym keczupem (no widzicie, też
przerobione pomidory) hamburgera? Myślę, że nie. Dlatego Pan Bóg zawsze
działał także poprzez samych ludzi. Słowo Boże można porównać - jak powiedział
mój przyjaciel - do trawy. Rośnie sobie na łące, zieleni się w słoneczku,
łatwo dostępna, w nadmiarze. Kłopot w tym, że człowiek trawy nie je, więc
jest mu potrzebna jakaś krowa, która przerobi ją na łatwo przyswajalne
mleko. I dopiero człowiek, który przyjął Słowo Boże oraz "przeżuł" i "przetrawił"
je poprzez doświadczenia własnego życia, jest w stanie podzielić się tym
pokarmem z innymi. Myślę, że tym mniej więcej (dobrej klasy wysokogatunkowym
mlekiem, z minimalną zawartością tłuszczu) jest ta książka.
Jan Paweł II nawołuje
pod koniec drugiego tysiąclecia do Nowej Ewangelizacji. Jej założenie
jest takie, żeby tą samą głoszoną od wieków Ewangelię głosić dziś w formie
zrozumiałej dla współczesnych ludzi. Współcześni "rybacy" nie łowią już
ryb. Wielu z nich maluje za to sprayem po murach, czyta komiksy, ogląda
MTV i chodzi na koncerty rockowe. To do nich przede wszystkim skierowana
jest ta książka. Myślę, że będzie dla nich dobrze zrozumiała.
MALEO
|